tiktok live tiktok partners
Aleksandra Skubis Top Model Modeling Medytacja Influencer Wywiad

Aleksandra Skubis o autentyczności, pasji i swojej wyjątkowej drodze w social mediach

Przeczytasz w 20 minut
13 październik 2026
13
paź

Aleksandra Skubis, modelka i twórczyni, która zdobyła serca swojej społeczności naturalnością i świadomym podejściem do życia. W rozmowie opowiada, czym dla niej jest bycie „spiritual gangster” i jak łączy duchowość z codziennością. Dzieli się swoimi refleksjami na temat presji social mediów oraz tego, jak odnajduje spokój w świecie pełnym oczekiwań. Opowiada również o swoich planach i marzeniach.

Jak zaczęła się Twoja droga w modelingu? Pamiętasz swoją pierwszą sesję, w której poczułaś, że to coś więcej niż tylko praca przed obiektywem?

Moja przygoda z modelingiem nie miała spektakularnego początku – była raczej wybrukowana pomyłkami i potknięciami. Szczerze mówiąc, na początku nie do końca wiedziałam, jak się za to wszystko zabrać. Ale jedno było pewne – od zawsze czułam, że chcę być częścią świata mody.

Uczyłam się metodą prób i błędów, aż w końcu udało mi się dojść do momentu, który mogę nazwać początkiem profesjonalnej kariery. Zaczęło się od lokalnych projektów i testowych sesji zdjęciowych z różnymi fotografami. I właśnie podczas jednej z takich sesji wypatrzyła mnie moja pierwsza agencja-matka. To ona wskazała mi kierunek i pokazała, jak naprawdę wygląda droga modelki. Potem pojawiły się pierwsze kontrakty zagraniczne – i wtedy zrozumiałam, na czym ten świat tak naprawdę polega.

Pamiętasz moment, w którym poczułaś, że to coś większego? Czy to była chwila, gdy odezwała się do Ciebie pierwsza agencja, czy może czułaś to już wcześniej?

Myślę, że takim przełomowym momentem były moje pierwsze testy zdjęciowe robione już z ramienia agencji – przed wyjazdem na kontrakt do Paryża. To wszystko było już wtedy potwierdzone, byłam w trakcie budowania swojego booka. I właśnie wtedy poczułam: okej, to już nie jest tylko pozowanie do zdjęć dla samej przyjemności – tu naprawdę zaczyna się coś wyjątkowego.

Sam wyjazd do Paryża był dla mnie ogromną lekcją pokory. To bardzo wymagający rynek, szczególnie dla nowych twarzy. Spotykałam się zarówno z entuzjazmem, jak i brakiem zainteresowania – i to potrafi nieźle zweryfikować wyobrażenia. Ale udało mi się wziąć udział w jednym naprawdę fajnym projekcie, który mnie zbudował i dał mi ogromnego kopa do działania.

Najcenniejsze w tym wszystkim było to, że mogłam bezpośrednio zetknąć się ze światem mody – z art directorami, markami, osobami, które kreują całe sesje zdjęciowe. Wtedy dopiero zrozumiałam, że to, co widzimy na Instagramie czy gotowych zdjęciach, to tylko crème de la crème – efekt finalny całego, często bardzo wymagającego procesu.

Ludzie rzadko myślą o tym, jak wygląda ta codzienność: wielogodzinne castingi, rozmowy z ekipą kreatywną, budowanie portfolio. A to właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy modeling.

Jak udział w programie Top Model wpisał się w Twoją drogę zawodową? Widzisz ten projekt jako realne wsparcie w karierze? Co Cię w nim zaskoczyło, a co było najtrudniejsze?

Zdecydowanie Top Model dał mi ogromną szansę. Kiedy wróciłam do Polski, mimo że miałam już pewne doświadczenia i coś tam na świecie działałam, to tutaj nie miałam żadnego zaplecza. A mam wrażenie, że w Polsce w branży modowej bardzo często pracuje się z celebrytami – osobami, które już mają wyrobione nazwisko, są znane i automatycznie stają się twarzą marek.

Dzięki programowi mogłam pokazać, że jestem – i że nie pojawiłam się znikąd. Top Model nadało mojej osobie charakter, historię i przede wszystkim widoczność. Otworzyło mi drzwi do wielu kampanii i współprac na polskim rynku, za co jestem naprawdę bardzo wdzięczna. 

Zaskoczyło mnie to, jak bardzo ludzie zaczynają postrzegać Cię inaczej, kiedy już pojawisz się w takim formacie. Zyskujesz większy szacunek, bo masz już pewne doświadczenie – wiesz, jak się zachować przed kamerą, jak reagować w stresujących sytuacjach. I myślę, że właśnie o tym jest Top Model – o byciu wystawionym na próbę. Musisz umieć zapanować nad emocjami, wiedzieć, co mówisz, jak się zachowujesz. To uczy ogromnej dojrzałości – nie tylko zawodowej, ale i osobistej.

Wspominasz, że Top Model otworzył ci drzwi do wielu kampanii i współprac. A jak wyglądały twoje media społecznościowe zaraz po programie? Czy pojawił się nagły boom i większa rozpoznawalność? Jak się w tym wszystkim odnalazłaś, szczególnie że dziś nie jesteś osobą, która publikuje codziennie?

Zdecydowanie – po emisji programu wokół mojej osoby pojawiło się ogromne zainteresowanie. I choć to może brzmieć jak spełnienie marzeń, szczerze mówiąc, na początku mnie to wszystko bardzo przytłoczyło. Oczywiście, pojawiło się mnóstwo pozytywnych komentarzy, słów wsparcia i sympatii, ale cały ten świat był dla mnie trochę zbyt intensywny. Nie wiedziałam do końca, jak się w nim odnaleźć.

Myślę, że podświadomie na początku się od tego trochę odcięłam. Ta nagła fala popularności była dla mnie nieprzewidywalna. Z czasem jednak moje social media zaczęły przyjmować bardziej „moją” formę – spokojną, subtelną. Dziś zrzeszają ludzi, którzy wspierają się nawzajem, dzielą przemyśleniami, a nie rzucają ocenami. I za to jestem ogromnie wdzięczna – bo wiem, że nie każdy ma tyle szczęścia.

W przeciwieństwie do wielu innych twórców nie doświadczyłam dużej fali hejtu. Moje social media nie są miejscem, w którym panuje toksyczna atmosfera – raczej przestrzenią do dzielenia się pozytywną energią. Ale wracając do pytania - tak, działo się naprawdę sporo. Bywały momenty, kiedy nie mogłam spokojnie zjeść w restauracji, bo ktoś mnie rozpoznawał i prosił o zdjęcie. Do pewnego momentu to było budujące – widzisz, że Twoja praca rezonuje z innymi. Ale na dłuższą metę bywało to bardzo przytłaczające.

Mówisz, że ta nagła fala zainteresowania Cię przytłoczyła – aż do tego stopnia, że poczułaś potrzebę odcięcia się. Czyli nie miałaś takiego momentu, że musisz teraz codziennie tworzyć content dla obserwatorów?

Nie, zupełnie nie miałam takiego poczucia. Nie stworzyłam sobie żadnego konkretnego planu, nie miałam strategii, żeby od razu po Top Model „kuć żelazo, póki gorące”. Oczywiście, gdzieś z tyłu głowy pojawiły się myśli, że może warto byłoby rozbudować social media, wykorzystać ten moment. Ale bardzo szybko zrozumiałam, że nie chcę tego robić w sposób, który nie będzie autentyczny.

Dla mnie ważne było, żeby wszystko, co publikuję, było zgodne ze mną, z moim tempem i stylem życia. Nie chciałam tworzyć tylko po to, żeby coś wrzucić, żeby zadowolić algorytm czy spełnić czyjeś oczekiwania. I myślę, że właśnie dzięki temu udało mi się zbudować społeczność, która to rozumie i docenia.

Poza modelingiem masz jeszcze jedną ważną pasję – jogę. Jesteś certyfikowaną instruktorką, więc praktyka ciała i oddechu stała się integralną częścią Twojego życia. Jak zmieniło się Twoje podejście do siebie dzięki jodze? Pamiętasz moment, w którym wpłynęła na coś więcej niż tylko ciało – na sposób myślenia, reagowania, bycia ze sobą?

Joga pojawiła się w moim życiu na początku 2021 roku. Zaczęło się od uczestnictwa w różnych zajęciach w warszawskich studiach – traktowałam to raczej jako formę relaksu i ciekawego spędzenia czasu. Ale szczerze mówiąc, wtedy jeszcze nie czułam, jak głęboko joga potrafi działać. Dopiero kiedy zdecydowałam się na kurs instruktorski, wszystko się zmieniło.

Podczas programu byłam zobowiązana do codziennej, skrupulatnej praktyki – nie tylko fizycznej, ale też duchowej. Pranajama, czyli praca z oddechem i medytacją, weszła na stałe do mojego rytmu dnia. I to właśnie wtedy, po miesiącu takiej pełnej praktyki, miałam wrażenie, że się przebudziłam. Zaczęłam dostrzegać, gdzie tak naprawdę jestem, co czuję – i to było naprawdę przełomowe.

Z natury mam trudność z porannym wstawaniem. Zrobię to, ale bez entuzjazmu. A po tym kursie? Budziłam się przed budzikiem, o 5:59, z uśmiechem na twarzy i z myślą: to będzie dobry dzień, mogę zrobić coś fajnego! I właśnie to było dla mnie największym odkryciem – że joga nie tylko usprawnia ciało, ale daje prawdziwą, życiową energię, która nas niesie. Regularna, świadoma praktyka naprawdę zmienia wszystko.

W jednym z postów napisałaś, że siłownia to nie tylko miejsce pracy nad ciałem, ale pole bitwy z samą sobą – z lenistwem, z wymówkami. Czy dzięki regularnemu ruchowi nauczyłaś się czegoś o swojej sile i cierpliwości?

Zdecydowanie tak. Kiedy codziennie toczysz małe bitwy z samą sobą – żeby zrobić coś, na co w danym momencie zupełnie nie masz ochoty – zaczynasz naprawdę rozumieć, czym jest dyscyplina i cierpliwość. Bo umówmy się: pasja do siłowni, wspinaczki czy jakiegokolwiek sportu nie pojawia się od razu. Na początku to trudne. I właśnie dlatego tak trudno to pokochać.

Ale z czasem, kiedy przełamujesz schemat, zaczynasz dostrzegać piękno w tym, że Twoje ciało Cię słucha, że potrafi sprostać wyzwaniom. A prawdziwy progres – ten, który daje największą satysfakcję – nie przychodzi równomiernie. On pojawia się zarówno wtedy, gdy masz motywację, jak i wtedy, gdy nie masz jej wcale, ale mimo wszystko działasz.

To daje przestrzeń. Dla ciała, dla myśli, dla większego zrozumienia siebie. Dzięki temu uczysz się, jak dostosowywać praktykę do własnych potrzeb, jak ze sobą rozmawiać i jak tworzyć zdrową relację z samą sobą.

To, o czym mówisz, pokazuje Twoje podejście do ciała jako do sojusznika. Czy to przyszło naturalnie? Czy wymagało konkretnej nauki i wewnętrznej pracy? Jak wyglądał ten proces?

Zdecydowanie nie przyszło to naturalnie – to był proces, który wymagał sporo pracy. Na początku miałam wrażenie, że w mojej głowie mieszka taki przeciwnik dobrego życia. Taki głos, który wynajmuje pokój w Twojej świadomości i bez przerwy powtarza: nie dasz rady, nie warto, to się nie uda. I moim głównym celem było pozbycie się tego głosu.

Z czasem zrozumiałam, że kluczowe jest działanie – nawet wtedy, gdy się nie chce, gdy jest trudno, niewygodnie. Dlatego tak bliska jest mi wspinaczka – bo to praktyki, które uczą wychodzenia ze strefy komfortu. I właśnie w tej walce z samym sobą, w ciągłym przeobrażaniu dyskomfortu w coś znajomego i oswojonego zaczyna się zmiana.

Wraz z tą regularną praktyką ten wewnętrzny krytyk zaczął się zmieniać. Z osoby, która podcinała mi skrzydła, zamienił się w głos, który mówi: spróbuj, możesz, dasz sobie radę. I właśnie w tym tkwi największa siła – bo kiedy Twoje ciało staje się Twoim sprzymierzeńcem, a nie przeszkodą, wtedy pojawia się niesamowite poczucie wolności. Nie tylko fizycznej – ale przede wszystkim mentalnej.

To wszystko, co teraz mówisz, jest bardzo inspirujące, co można zauważyć też w Twoich postach.  Wspomniałaś też, że udało Ci się zbudować, bardzo fajną społeczność w mediach społecznościowych. Czy czujesz, że przez właśnie jogę i sport tworzysz taką bezpieczną przestrzeń dla kobiet do bycia sobą?

Tak, to dla mnie naprawdę jeden z najważniejszych celów. Jako kobieta chcę być przede wszystkim wsparciem dla innych kobiet, zwłaszcza tych młodszych, które są na swojej drodze rozwoju. Lubię dzielić się z nimi swoimi doświadczeniami i problemami, które są przecież często podobne, a czasem zupełnie takie same.

Cieszę się, że udało mi się stworzyć w social mediach taką bezpieczną przestrzeń – miejsce, gdzie dziewczyny mogą otwarcie mówić o swoich trudnościach, ale też czerpać siłę z tego, co ja im przekazuję. To poczucie wspólnoty i wzajemnego wsparcia jest dla mnie bardzo ważne i inspirujące.

Właśnie to jest piękne w social mediach – to, że mimo wszystko ludzie mogą się łączyć i wzmacniać nawzajem, dodawać sobie energii, by wprowadzać pozytywne zmiany w swoim życiu.

Czy spotykasz się na co dzień z historiami innych kobiet, które mówią Ci, że dzięki Twoim treściom poczuły się lepiej ze sobą?

Tak, ostatnio miałam taką wyjątkową sytuację, która mnie naprawdę wzruszyła. Żałuję, że wtedy nie nagrałam tego momentu, bo dla mnie to wszystko jest takie naturalne – często nie chcę przerywać takich chwil i robić z nich „kontentu”. To była piękna chwila, której nie chciałam psuć.

Stałam wtedy z Michałem Pirógiem na jednym z eventów. Podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, że bardzo dziękuje za moje posty o sile, które tak pięknie potrafię wyrazić. Opowiedziała mi, że dzięki nim, mimo że nigdy nie miała motywacji do ćwiczeń, postanowiła w końcu zacząć.

To, co usłyszałam, było dla mnie naprawdę wzruszające – mówiła, że moje działania dały jej wewnętrzną siłę, by zmienić swoje życie. Poprosiła mnie, żebym nie przestawała, bo potrzebuje jeszcze więcej takiej motywacji.

To jest niesamowite uczucie, kiedy z czasem widzisz, że to, co robisz, ma wpływ na innych ludzi. Nie jest to już tylko moja mama – moja najwierniejsza fanka, która zawsze mnie wspiera – ale także inne osoby, które dzięki temu znajdują siłę i energię. To najlepszy prezent, jaki mogę dostać.

Zostając w temacie motywacji – twoja wyprawa do bazy pod Everestem była dla wielu osób dużą dawką inspiracji. W jednym z postów pisałaś, że to nie była zwykła podróż, ale moment przełomowy. Mówiłaś też, że nie chcesz tylko pokazać ładnych zdjęć, ale naprawdę opowiedzieć tę historię, bo to doświadczenie zmieniło twoje spojrzenie na siebie i życie. Chciałabym się więc zatrzymać przy twojej relacji z górami. Co takiego dają ci te samotne wędrówki? Jak wpływają na twoją codzienność, sposób myślenia, a może nawet na to, jak wracasz do ludzi i do sieci?

Samotne wędrówki mają to do siebie, że przez 24 godziny na dobę jesteś sam na sam ze sobą. Wiele osób powtarza, że aby być szczęśliwym, trzeba najpierw pokochać siebie. W górach – szczególnie, gdy jesteś w dyskomforcie – ta prawda nabiera nowego wymiaru. To momenty, w których najłatwiej narzekać, poddać się zniechęceniu i przestać dostrzegać to, co wokół.

Wyprawy w Himalajach trwają tygodniami. To ogrom przestrzeni i czasu na analizowanie swojego życia. W codziennym pędzie, kiedy goni nas lista zadań i ambicji, rzadko znajdujemy chwilę, by się zatrzymać. Nieprzepracowane emocje odkładamy na później – a one w nas zostają.

Samotność na szlaku, w miejscu, gdzie nikt cię nie zaczepia, daje bezcenną okazję, by przyjrzeć się zarówno dobrym, jak i trudnym momentom. To czas, który pozwala dotrzeć do źródła emocji, zrozumieć, dlaczego odbieramy świat w taki, a nie inny sposób. Fascynuje mnie, że w szkołach nikt nas tego nie uczy.

Zrozumiałam, że kluczem jest cierpliwe przechodzenie przez swoje emocje – kamień po kamieniu, krok po kroku – aż do sytuacji i wspomnień, które potrafią nas blokować przed byciem najlepszą wersją siebie.

Podczas tych dziesięciu dni wędrówki miałam czas, by poukładać w sobie wiele historii – bolesnych, miłosnych i zupełnie innych. W codziennym życiu trudno dotrzeć do tak głębokich warstw. Dlatego doceniam ten czas podwójnie: to nie tylko fizyczny wysiłek i walka z wysokością, ale też podróż w głąb siebie.

W tekście pisałaś, że to spotkanie sama ze sobą było największym wyzwaniem tej wyprawy. Co było najtrudniejsze w tym spotkaniu? Czy to było właśnie dotarcie do głębszych warstw, o których wcześniej nie wiedziałaś, czy coś zupełnie innego?

Najtrudniejsze było właśnie odgrzebywanie tych wszystkich emocji i próba zrozumienia, dlaczego czułam się w taki, a nie inny sposób. W życiu pojawiają się sytuacje, które są dla nas wyjątkowo trudne. Mam wrażenie, że ja często „odkładam je do folderu” – zamykam w środku – i czekam na moment górskiej wędrówki, by powoli ten folder otworzyć. Wtedy mogę rozłożyć wszystko na czynniki pierwsze, zadać sobie pytania i w spokoju przemyśleć odpowiedzi.

Na co dzień nie ma absolutnie przestrzeni, by taki proces mógł się wydarzyć. Bez niego trudno jest się uleczyć i wyjaśnić pewne rzeczy, zwłaszcza gdy dotyczą bolesnych doświadczeń.

Ja na przykład straciłam bliską mi osobę – moją babcię. Była jedną z moich największych motywacji. Ta strata długo pozostawała we mnie nieprzepracowana, a wyprawa stała się momentem, w którym mogłam do niej wrócić, zrozumieć, co się we mnie wtedy wydarzyło, i dać sobie przestrzeń na domknięcie tego procesu.

Czy masz jakieś swoje osobiste rytuały, kiedy jesteś w górach? Coś, co cię uziemia i pomaga właśnie w tych trudnych momentach, kiedy spotykasz się sama ze sobą?

Mam różne formy rytuałów, ale nie lubię działać schematycznie. Wierzę, że bodziec jest kluczowy – każdy nowy daje możliwość doświadczenia czegoś po raz pierwszy i wytrąca nas z powtarzalności. Właśnie w tym „pierwszym razie” kryje się pełnia koncentracji i świeżość przeżycia.

Lubię robić notatki. Pamięć bywa zawodna, a zapisane myśli pozwalają wrócić z refleksją do tego, w jakim miejscu byłam w danym momencie. To sposób na zachowanie fragmentów siebie sprzed dni, miesięcy czy lat.

Towarzyszy mi też medytacja, która od dwóch–trzech lat jest moim stałym punktem odniesienia. W Himalajach miałam niezwykłą okazję medytować z buddyjskimi mnichami – to było doświadczenie oczyszczające, napełniające energią i przestrzenią, w której mogłam patrzeć na siebie bez oceniania, z łagodnością i wyrozumiałością. W takiej postawie można osiągnąć najwięcej, bo przestajemy wymagać natychmiastowych rezultatów i zaczynamy ufać procesowi.

A czy uważasz, że medytacje i wyjazd do Himalajów pomogły Ci bardziej zamknąć pewne rozdziały w życiu, czy raczej otworzyć się na nowe przestrzenie i emocje, o których wcześniej nie miałaś pojęcia? Jak to było w Twoim przypadku?

Mam poczucie, że przede wszystkim wzrosła moja świadomość. Chciałam, aby jakość mojego myślenia i mojego „bycia” wzniosła się na inny poziom – żeby każde doświadczenie miało głębszy wymiar. Dzięki takim praktykom możemy podarować sobie coś niezwykle cennego: umiejętność dostrzegania tego, co wcześniej było niewidoczne.

Życie jest jedno, a często wydaje się powtarzalne. To jednak od nas zależy, jaką jakość mu nadamy i jaką czułość rozwiniemy w naszej wrażliwości. To właśnie ta czułość pozwala zauważać drobne, a jednocześnie istotne rzeczy, które potrafią zmienić nas i nasze spojrzenie na świat.

Wierzę też w jedną, wspólną energię, która przenika nas wszystkich i cały wszechświat. Jesteśmy jej częścią – wywodzimy się z jednego pierwiastka, który potrafi stworzyć coś tak złożonego, jak człowiek, a mimo to wciąż pozostaje z nami połączony tą samą energią. Właśnie dlatego warto rozwijać się, odkrywać siebie i wsłuchiwać się w te subtelne sygnały wewnątrz, które pozwalają nam rezonować z tym, co dzieje się na zewnątrz.

Twoje media społecznościowe są bardzo spójne i niosą ze sobą silny ładunek estetyczny. Czy ta wizualna i tematyczna konsekwencja to efekt świadomego budowania narracji, czy raczej naturalne przedłużenie twojej wrażliwości, którą jeszcze mocniej odnalazłaś dzięki podróżom, takim jak ta w Himalaje?

Estetyka, światło, kolor – to wszystko niesie ze sobą konkretną energię i buduje aurę, w którą chcę wprowadzić osoby odbierające moje treści. Zależy mi, by dana publikacja była nie tylko informacją, ale też zaproszeniem do pewnego klimatu, który można poczuć. Wierzę w wielowymiarowość przekazu – żeby coś naprawdę do nas dotarło, musi rezonować nie tylko wizualnie, ale też wewnętrznie. Dla mnie energia, którą niesie dana treść, jest najważniejszym elementem - dlatego estetyka nie jest czymś oderwanym, tylko naturalnym przedłużeniem tego, co czuję i czym chcę się dzielić.

Wspominasz o estetyce jako czymś, co wprowadza w klimat i buduje aurę – czy kiedy tworzysz treści, wychodzisz raczej od obrazu, czy od słów? Co zazwyczaj pojawia się jako pierwsze?

Ja bym nigdy nie wykluczała jednego i drugiego, bo myślę, że jedno zdanie może wprowadzić nas w energię dnia, z którą chcielibyśmy iść dalej, albo nawet jeden obraz – jakiś aspekt, który zainspiruje nas do tego, żeby samemu emanować czymś, co się spodoba. To trochę działa jak przyciąganie. Estetyka to zaproszenie dla osoby oglądającej, która potem sama decyduje, co dla niej jest istotne. Media społecznościowe uczą mnie, że każdy widzi świat zupełnie inaczej – każdy wybiera z tej mojej opowieści te elementy, które rezonują z jego codziennością.

Czy zdarza się, że pewne myśli pojawiają się u Ciebie spontanicznie na co dzień, a później – po czasie – wracają w postach na Instagramie? Czy raczej traktujesz tworzenie treści jako bardziej przemyślany, zaplanowany proces?

Szczerze mówiąc, cały czas uczę się planowania Instagrama i działania według schematu, ale muszę przyznać, że to dla mnie bardzo nienaturalne. Chciałabym, żeby to, czym się dzielę, było inspirowane moim codziennym życiem i doświadczeniem – a to przecież nie przebiega w regularnym rytmie. Dlatego moje media społecznościowe są trochę nieregularne, ale myślę, że właśnie to czyni je wyjątkowymi. Nie traktuję ich jako narzędzia zarobkowego – zależy mi, by stworzyć przestrzeń autentyczną i prawdziwą, która będzie wartościowa dla innych właśnie dlatego, że wypływa z realnego przeżywania.

Zatrzymując się przy tej autentyczności – jesteś osobą z wyraźnymi wartościami i na swoim profilu często realizujesz różne kampanie. Jak wybierasz marki, z którymi decydujesz się współpracować? Co musi się zgadzać między Tobą a marką, abyś podjęła się takiej współpracy?

Nie ukrywam, że bardzo kocham estetykę, detale i modę, ale dla mnie równie ważna jest droga duchowości. Skupiam się na tym, by reprezentować marki, które niosą ze sobą przesłanie – coś więcej niż tylko wygląd czy estetykę. Miałam wiele propozycji od marek, które nie do końca odpowiadały moim wartościom. Mimo że mogły być to ciekawe pieniądze, nie czułam się przekonana, by je promować. Dla mnie autentyczność jest najważniejsza, a w dzisiejszym internecie to coraz większa rzadkość. Dlatego uważam za ogromny komplement, że mogę działać w zgodzie z tym, w co naprawdę wierzę.

Idąc dalej, czy są jakieś marki, z którymi szczególnie chciałabyś współpracować, bo czujesz, że ich misja i estetyka idealnie wpisują się w Twoje wartości?

Tak, jest ich naprawdę sporo. Mam wrażenie, że obecnie wiele marek zauważa, jak ważne jest głębsze przesłanie, które koi i pomaga ludziom. Na pewno interesują mnie te, które skupiają się na kobiecej energii – takie, które promują bycie go-getterką, motywatorką i wsparciem dla innych kobiet. Mam kilka konkretnych marek na myśli, ale nie będę ich jeszcze zdradzać.

Twoja aktywność skupia się głównie na Instagramie. Co sprawia, że właśnie ta platforma jest dla Ciebie najlepszym miejscem do wyrażania tego, co chcesz przekazać?

Mam wrażenie, że Instagram idealnie pasuje do mojego pokolenia, czyli osób w wieku około 24–34 lata. TikTok to raczej platforma młodszych, a YouTube starszych. Grupa moich odbiorców to ludzie świadomi, ciekawi świata, którzy mają już wypracowane wartości i wiedzą, czego chcą od życia. To dla mnie ogromny komplement, że mogę dzielić się swoją przestrzenią właśnie z takimi osobami, które szukają czegoś więcej.

Nie boisz się poruszać ważnych, czasem kontrowersyjnych tematów w swoich mediach społecznościowych? Traktujesz je jako narzędzie do wyrażania swoich poglądów?

Jeśli chodzi o poglądy – to oczywiście, że tak, ale nie chcę być osobą sztywną, która zamyka się w jednym profilu czy schemacie. Jestem bardzo tolerancyjna i rozumiem, że nie każdy musi podzielać moje przekonania, i to jest w porządku. Chyba że mamy do czynienia z sytuacjami, które są rażąco krzywdzące - czy to wobec zwierząt, ludzi, czy czegokolwiek innego. Poza tym ważne jest dla mnie, żeby każdy miał przestrzeń do wyrażania siebie, ale jednocześnie szanował innych.

Dużo mówisz do kobiet i o kobietach. Jak dzisiaj rozumiesz kobiecość? Jak się ona zmieniła na przestrzeni lat? Czy takie rzeczy jak joga, sport, góry i moda pomagają Ci ją odnajdywać i redefiniować?

Kobiecość kiedyś była mocno ograniczona – istniały sztywne wyobrażenia, jak kobieta „powinna” wyglądać i jak powinna się zachowywać. Dziś świat daje jej znacznie więcej wolności i możliwości wyrażania. Myślę, że przeżywa swój renesans – kobieta to nie tylko jedna rola czy wizerunek, ale przestrzeń, w której mieszczą się różne energie, emocje i aspekty. Dla mnie kobiecość dziś oznacza ofiarowanie sobie czasu i uwagi, by móc ją odkrywać na własnych zasadach.

Na twoim Instagramie w bio widnieje hasło „spiritual gangster”. Co to dla ciebie znaczy i jak to łączy się z Olą, którą znamy chociażby z sesji zdjęciowych?

„Spiritual gangster” to dla mnie określenie z przymrużeniem oka, ale i z głębszym znaczeniem. Widzę siebie jako osobę duchową, która żyje w zgodzie z własnym sumieniem i nie trzyma się sztywnych schematów tego, jak powinna wyglądać czy się zachowywać. „Gangster” to natomiast moja drapieżna strona – siła, odwaga i pewność siebie.

To połączenie łagodności i mocy, które często widać w moich sesjach zdjęciowych. „Spiritual gangster” daje mi wolność od narzuconych reguł i pozwala słuchać siebie – budować duchowość w sposób autentyczny, na moich zasadach. Wierzę, że prawdziwe szczęście rodzi się wtedy, gdy odchodzimy od przymusu i obowiązków, a robimy rzeczy z serca, z wewnętrznej potrzeby i chęci. Wtedy wszystko płynie naturalnie – w swoim rytmie, w swojej prawdzie – i przynosi najpiękniejsze efekty.

A jak ten duchowy gangster objawia się w codziennych sytuacjach, na przykład gdy masz gorszy dzień?

Duchowy gangster to przede wszystkim umiejętność zachowania spokoju i dystansu wobec trudnych sytuacji. Joga bardzo mi w tym pomaga – kiedyś łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, a teraz potrafię złapać lekkość i oddech, nawet jeśli coś idzie nie po mojej myśli. To jest też taki sposób na odcięcie się od schematów i opinii, które do mnie nie pasują, od złej energii czy emocji, które nie rezonują z tym, kim chcę być. Duchowy gangster to taka tarcza kuloodporna na negatywne pociski życia – nie z bronią, ale z wewnętrzną siłą i luzem. Dzięki temu mogę dać sobie przestrzeń na złe emocje, ale nie pozwalam im mnie zatrzymać.

No właśnie, bo żyjemy teraz w świecie, który bardzo premiuje regularność i natychmiastowość, a ty idziesz trochę pod prąd. Czy myślisz o tym jako o formie komunikatu, zaproszeniu do innego sposobu bycia online?

Fajnie byłoby, gdyby ludzie zaczęli rozumieć, jak ważna jest autentyczność w social mediach. Dla mnie to nie jest męczarnia – w przeciwieństwie do wielu innych twórców, którzy codziennie muszą produkować treści i często kończą na niskiej jakości postach, bo pomysły się po prostu wyczerpują. Sama nie chciałabym czuć się źle, wrzucając coś na siłę. Wolę poświęcić więcej czasu na stworzenie czegoś wartościowego, do czego ludzie będą chcieli wracać, niż tylko codziennie „strzelać” nowym impulsem – takim szybkim dopaminowym zastrzykiem.

Właśnie dlatego udostępniłam podcast doktora, który mówi o tym, jak te szybkie rolki wpływają na nasz poziom dopaminy i jak to zmienia naszą percepcję. Wiem, że mówię coś przeciwnego do mechanizmów social mediów, ale chcę pokazać, że można funkcjonować inaczej – w stylu slow life, z większą uważnością i autentycznością.

A czujesz, że twoja społeczność rozumie i docenia ten aspekt, że nie trzeba być non-stop online, żeby być obecnym? 

Tak, zdecydowanie to czuję i bardzo to doceniam. Myślę, że ta sympatia, która zrodziła się przez lata mojej pracy, sprawia, że ludzie zostają – nie dlatego, że oferuję im tylko rozrywkę, ale dlatego, że są ciekawi tego, co u mnie się dzieje. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Wiele osób ma podobne podejście do social mediów jak ja – rozumieją, że ciągłe bycie online 24/7 jest niezdrowe i że warto z tego świadomie wychodzić.

Promuję też nieużywanie filtrów i różnych „upiększaczy” twarzy, bo to tylko pogłębia brak wewnętrznego spełnienia i napędza niekończącą się pogoń za czymś, co tak naprawdę jest nieosiągalne. To pułapka cywilizacyjna, od której warto się uwolnić. I właśnie tego staram się uczyć siebie i innych.

Chciałabym też coraz bardziej rozwijać przestrzeń, w której mogę dzielić się wartościowymi treściami, być może z większą systematycznością, co pozwoliłoby przyciągnąć jeszcze więcej osób. Ale przede wszystkim cenię sobie swobodę dzielenia się tym, co dla mnie ważne, kiedy te rzeczy rzeczywiście pojawiają się w moim życiu. To dla mnie bardzo cenna i autentyczna postawa.

No właśnie, bo twoja aktywność, myślę, że właśnie przez tę autentyczność zawsze spotyka się z bardzo ciepłym odbiorem. Ale kim są dla ciebie te osoby po drugiej stronie ekranu?

Dla mnie to przede wszystkim osoby, z którymi mogę się dzielić swoim życiem. Nie traktuję ich jak fanów, tylko jak potencjalnych rozmówców – ludzi, z którymi mogę porozmawiać, wymienić się spostrzeżeniami, a czasem też zmotywować do działania. I właśnie dlatego ta przestrzeń na Instagramie jest dla mnie wyjątkowa, bo traktujemy się tam na równi, jak w takiej autentycznej, szczerej relacji.

Zostaję już przy tej metaforycznej podróży. Czy są jakieś projekty, o których możesz już dzisiaj powiedzieć? Może małe marzenia, które już kiełkują albo coś większego?

Tak, zdecydowanie! Czuję, że Instagram rozwija się teraz bardzo dynamicznie. Niedawno podpisałam naprawdę ciekawy kontrakt, więc już niedługo będzie można zobaczyć efekty tej współpracy właśnie na moim Instagramie. A co do marzeń – podróże to dla mnie najpiękniejsza rzecz na świecie. Planuję pojechać do Indii w przyszłym roku. Byłam tam już dwa razy, ale to tak ogromny kraj, że albo trzeba spędzić tam miesiącem, albo zwiedzać po kolei każdy region. Marzę o tym, żeby kiedyś zobaczyć cały ten kraj.

Oprócz tego na pewno będą też górskie wyprawy – właśnie wróciłam z Kościeliska, a w planach mam Orlą Perć i Rysy. W przyszłym roku chciałabym także zobaczyć francuskie Alpy na własne oczy.

Czego życzyłabyś osobom, które Cię śledzą, Twojej społeczności w social mediach, tym, którzy Cię znają, albo dopiero cię poznają?

 

Życzyłabym im przede wszystkim spokoju wewnętrznego i odwagi bycia sobą – naprawdę, nie na pokaz. Tego, by potrafili słuchać siebie w świecie pełnym bodźców, nie zgubić się w swojej wrażliwości, nie zagłuszyć intuicji. By nie bali się zmian – nawet jeśli przychodzą powoli. I by umieli czerpać radość z małych rzeczy, które nie krzyczą, ale zostają w sercu.

 

Tym, którzy mnie śledzą od dawna – dziękuję za obecność. Za ciepło, za przestrzeń, którą razem tworzymy.

 

Tym, którzy dopiero mnie odkrywają – życzę, by znaleźli tu coś, co ich poruszy, uspokoi albo po prostu da poczucie, że nie są sami w swoich myślach.

 

Mam nadzieję, że to czym się dzielę, będzie nie tylko inspiracją, ale też przypomnieniem, że nie musimy być idealni, żeby być prawdziwi.

 

NativeHash Team

Zespół redakcyjny NativeHash tworzą PR-owcy, specjaliści ds. social mediów i entuzjaści influencer marketingu, którzy posiadają bogate doświadczenie oraz wyjątkową pasję do kreowania skutecznych digitalowych strategii komunikacyjnych. Dzięki szerokiej wiedzy i zaangażowaniu, nasz team zapewnia wysoką jakość usług oraz efektywne rozwiązania marketingowe, dopasowane do potrzeb i oczekiwań naszych klientów, które pomagają osiągnąć sukces w cyfrowym w świecie.

Aleksandra Skubis Top Model Modeling Medytacja Wyprawa Influencer Wywiad

Napisz do nas

Jeśli uważasz, że pasujemy do Twojego projektu, masz jakieś pytania, sugestie albo po prostu chcesz się z nami przywitać, to skorzystaj z naszego formularza, a my odezwiemy się do Ciebie w ciągu 48h.

 

BLOG

Szukasz inspiracji?

  • Interesują Cię najnowsze trendy w dziedzinie influencer marketingu, social mediów i projektów digitalowych?

  • Chcesz poznać praktyczne wskazówki, kreatywne pomysły i oryginalne formaty współpracy z zasięgowymi twórcami?

  • Jesteś ciekawy jak wygląda wdrażanie innowacyjnych rozwiązań i nowych technologii w kampaniach online? 

  • Chcesz przeczytać ciekawe wywiady z ulubionymi twórcami, kreatywnymi markami oraz ekspertami z branży?

KAMPANIE

Odkryj 
nowe możliwości

Realizuj wyjątkowe kampanie i współpracuj z ulubionymi twórcami! Wykorzystaj potencjał nowych technologii w marketingu i docieraj do swoich odbiorców w innowacyjny sposób. Pobierz bezpłatną aplikację z Google Play i odkryj jej inspirujące funkcje.

LET`S GO

Głodny wiedzy?

Chcesz czytać więcej wartościowych,
i motywujących treści? Zapisz się do naszego newslettera.

SPOŁECZNOŚĆ

Obserwuj nas

Polub nasze profile, dołącz do naszej
s
połeczności i bądź na bieżąco ze światem digitalowych twórców.