Aneta Gąsiewicz - Jak tworzyć viralowe treści i rozwijać markę w social mediach

Aneta Gąsiewicz to ekspertka od mediów społecznościowych, która od lat analizuje mechanizmy viralowych treści i skutecznych strategii komunikacji. W rozmowie opowiada o tym, jak tworzyć content przyciągający uwagę odbiorców, budować zaangażowaną społeczność oraz rozwijać markę w social mediach. Dzieli się również praktycznymi wskazówkami dotyczącymi zwiększania zasięgów, współpracy z markami oraz najnowszych trendów.
Co skłoniło Cię do rozpoczęcia działalności w social mediach i jak wyglądały Twoje początki?
Początki tego wszystkiego były właściwie dość spontaniczne. Sama potrzebowałam nauczyć się tworzyć treści, ale wtedy kompletnie nie wiedziałam, jak się za to zabrać. W pewnym momencie bardzo chciałam zostać influencerką, jednak nie rozumiałam jeszcze, czym są viralowe treści, jak powstają, na czym polegają i dlaczego jedne materiały osiągają ogromne zasięgi, a inne nie. Wcześniej prowadziłam bloga i działałam w social mediach bardziej intuicyjnie, ale z czasem uznałam, że chcę naprawdę zrozumieć mechanizmy, które stoją za skutecznymi treściami. Chciałam nauczyć się tworzyć materiały, które mają potencjał na duże zasięgi, i zrozumieć, dlaczego konkretne treści działają. Viral nie jest bowiem wyłącznie kwestią przypadku. Wiele osób uważa, że jakaś treść po prostu „siada” albo przypadkiem zdobywa ogromne zasięgi, podczas gdy w rzeczywistości można nauczyć się rozumieć, co sprawia, że dane materiały odnoszą sukces. Pomyślałam więc, że jeśli opanuje tę umiejętność, będę mogła rozwijać właściwie każdy pomysł, niezależnie od niszy czy tematu. Będę wiedziała, jak zbudować konto i dotrzeć z treściami do odpowiednich osób. A ponieważ pomysłów mam zdecydowanie więcej niż mniej, wiedziałam, że ta wiedza przyda mi się przy każdym kolejnym projekcie. I rzeczywiście tak się stało - później miałam wiele różnych pomysłów i potrafiłam rozwijać kolejne konta. Zrozumiałam, że sama nisza nie jest aż tak istotna, a kluczowe znaczenie ma umiejętność tworzenia treści, które mają potencjał do osiągania dużych zasięgów. Wszystko zaczęło się więc od własnej potrzeby. Uznałam, że muszę się tego nauczyć, i po prostu się tego nauczyłam. Wiedzę zdobywałam głównie od osób z zagranicy, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych, gdzie trendy i nowe rozwiązania w social mediach pojawiają się znacznie szybciej, a do Polski wiele z nich dociera dopiero po roku, dwóch, a czasami nawet później. Dlatego zaczęłam uczyć się od amerykańskich twórców - kupowałam kursy i e-booki, brałam udział w warsztatach i coraz bardziej zgłębiałam ten temat. Później zaczęłam zdobytą wiedzę testować w praktyce, ponieważ samo jej zdobycie to jedno, ale najważniejsze jest jej wdrożenie i sprawdzenie, co faktycznie działa.
Jak najbardziej zrozumiałe, a czy pamiętasz moment, w którym zdałaś sobie sprawę, że social media mogą stać się Twoją pracą?
To nie wydarzyło się bardzo szybko ani na samym początku mojej działalności na TikToku. Najpierw, można powiedzieć, wybuchł TikTok, a ja wtedy w ogóle nie potrafiłam ruszyć z Instagramem. Dzisiaj wiedziałabym już, co zrobić, ale wtedy kompletnie nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. Kiedy pojawiła się aplikacja TikTok, również nie dołączyłam do niej od razu, zaraz po jej wejściu do Polski. Coś tam publikowałam, ale przede wszystkim obserwowałam inne konta. Wydaje mi się, że nawet nie minął rok od momentu, kiedy TikTok pojawił się w Polsce, a ja dopiero wtedy zaczęłam działać na poważnie. Zaczęłam publikować, TikTok zaczął bardzo dobrze działać, pojawiły się viralowe filmy i dopiero po wielu miesiącach zaczęły zgłaszać się do mnie osoby z pytaniami, czy pomagam również w rozwijaniu kont na TikToku, prowadzę konsultacje albo oferuję jakieś wsparcie. To absolutnie nie było tak, że następnego dnia pomyślałam: „O, mogę na tym zarabiać”. Minęło kilka dobrych miesięcy od momentu, kiedy zaczęłam działać, zanim ludzie zaczęli się do mnie odzywać z takimi pytaniami. W pewnym momencie zauważyłam, że coraz częściej pytają mnie, czy pomagam i czy prowadzę konsultacje. Pomyślałam wtedy, że skoro rzeczywiście mam tę wiedzę, potrafię ją wykorzystać i przede wszystkim rozumiem mechanizmy stojące za viralowymi treściami, to mogę zacząć pomagać innym. Na początku prowadziłam pojedyncze konsultacje, a później uznałam, że warto stworzyć kursy, dzięki którym będę mogła dotrzeć do znacznie większej liczby osób. To był właśnie moment, w którym zrozumiałam, że ludzie sami zaczęli się do mnie zgłaszać. Moim zdaniem bardzo często właśnie tak to wygląda - kiedy zaczynamy być kojarzeni z czymś, w czym jesteśmy dobrzy, ludzie sami zaczynają pytać, czy możemy im pomóc. I wtedy uważam, że jest to dobry moment, żeby zacząć tę wiedzę czy umiejętność monetyzować.
Czy działalność w mediach społecznościowych wpłynęła na Twoje życie prywatne? Jeśli tak, to w jaki sposób?
W jakiś sposób na pewno miało to wpływ, choć nigdy nie prowadziłam swoich social mediów w typowy influencerski sposób. Nie publikuję codziennie relacji ze swojego życia, nie zabieram odbiorców ze sobą wszędzie i nie pokazuję na bieżąco wszystkiego, co robię. Być może kiedyś się to zmieni i zacznę działać w ten sposób, ale do tej pory tego nie robiłam. Oczywiście zdarzało mi się nagrywać różne rzeczy podczas wakacji, pracy czy innych sytuacji i później wykorzystywać je w swoich treściach, jednak nie wpłynęło to na moje życie prywatne na tyle, żebym musiała w dużym stopniu podporządkowywać swój czas social mediom. Trochę oczywiście musiałam go dostosować - szczególnie kiedy prowadziłam promocje, kampanie związane z nowym produktem czy kursem. W takich momentach zdarzało się, że przez kilka dni albo jakiś czas byłam mniej dostępna, co jest zresztą całkowicie naturalne. Nie była to jednak na tyle duża zmiana, żeby moje życie prywatne zostało całkowicie podporządkowane social mediom. Na pewno obecnie nagrywam znacznie więcej contentu niż kiedyś, ponieważ potrzebuję go do przygotowywania materiałów. Kiedy spotykam się też ze znajomymi czy innymi osobami, często wiedzą już, że prawdopodobnie poproszę ich o nagranie mnie w jakiejś sytuacji albo zrobienie kilku krótkich ujęć. Nie są to jednak duże poświęcenia - czasami wystarczy, że ktoś nagra mnie przez 20 sekund i już mam gotowy materiał. Dlatego nie powiedziałabym, że social media jakoś bardzo mocno zmieniły moje życie prywatne. Przynajmniej na ten moment.
Jak zmieniło się Twoje podejście do tworzenia contentu wraz z rosnącym doświadczeniem i popularnością?
Właściwie moje podejście do tworzenia treści chyba w ogóle się nie zmieniło. Nadal staram się robić content tak samo jak wcześniej, czyli przede wszystkim sprawnie, szybko i możliwie najprościej. Nie oznacza to oczywiście, że nie poświęcam czasu na przemyślenie treści, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nagrywam jedną rolkę czy TikToka przez półtorej godziny, a później kolejną godzinę spędzam na jego montażu. Z mojej perspektywy to po prostu niepotrzebna strata czasu. Od początku, czyli od momentu, kiedy zaczynałam kilka lat temu, wychodzę z tego samego założenia - chcę tworzyć treści w możliwie najprostszy sposób, tak aby ich przygotowanie zajmowało mi minuty, a nie godziny. Coraz częściej tworzę też content mówiony, ponieważ obecnie stał się on znacznie ważniejszy niż wcześniej. Jest przy tym bardzo prosty do przygotowania - wystarczy wziąć telefon, nagrać 30 sekund czy minutę wypowiedzi i właściwie mamy gotowy materiał. Oczywiście wszystko zależy również od rodzaju prowadzonego konta. Jeśli ktoś nagrywa scenki albo tworzy vlogi, może to wyglądać nieco inaczej. Vlogi nadal są stosunkowo proste, ponieważ wystarczy nagrywać różne ujęcia w ciągu dnia, choć później trzeba poświęcić czas na ich zmontowanie. W przypadku scenek, przebierania się do filmów czy bardziej rozbudowanych produkcji pracy jest już zdecydowanie więcej. Mimo tego na przestrzeni lat moje podejście do tworzenia treści praktycznie się nie zmieniło. Nadal staram się robić je w podobny sposób - możliwie prosto, sprawnie i przede wszystkim jak najszybciej.
Czy są rzeczy, których dziś już byś nie zrobiła lub zrobiła inaczej?
Nie mam właściwie takiej treści, której szczególnie bym się wstydziła albo którą uważałabym za jakąś dużą wtopę. Nie przypominam sobie takich materiałów, więc raczej niczego bym tutaj nie zmieniła. Od początku starałam się tworzyć dość bezpieczny content. Gdybym jednak miała wskazać jedną rzecz, którą zrobiłabym inaczej, to zdecydowanie wcześniej zaczęłabym publikować więcej treści mówionych. Chciałabym, żeby odbiorcy mogli lepiej mnie poznać, bo jednak zupełnie inaczej odbiera się film, w którym ktoś coś pokazuje i dodaje jedynie napis, niż materiał, w którym mówi własnym głosem. Tego pierwszego rodzaju treści mam zazwyczaj najwięcej i jest to dość charakterystyczne dla moich kont. Być może już rok temu zaczęłabym więc regularnie publikować content mówiony, zamiast robić to dopiero teraz. To dosyć istotna zmiana, ponieważ kiedy pojawiają się treści mówione, odbiorcy mogą szybciej nabrać zaufania do twórcy, łatwiej zdecydować się na obserwowanie konta, a przede wszystkim poznać jego charakter i charyzmę. Taki content pozwala też w pewnym sensie szybciej zbudować relację z odbiorcami. Wcześniej jednak nie byłam na to gotowa albo po prostu nie był to dla mnie odpowiedni moment, żeby tworzyć tego typu materiały. Teraz zdecydowanie będzie ich więcej na moich kontach. To prawdopodobnie jedyna rzecz, którą zrobiłabym inaczej, choć z drugiej strony myślę, że gdybym zaczęła publikować treści mówione wcześniej, niekoniecznie dałoby mi to wtedy aż tak dużo.
Wspominałaś już trochę o contencie mówionym, który też jest takim dosyć widocznym trendem od kilku lat. Czy ze względu na trendy, które się pojawiają i znikają, czułaś, że musisz w którymś momencie zmienić swój styl komunikacji lub sposób prowadzenia profili, aby dopasować się do trendów albo oczekiwań odbiorców?
Tak, zdecydowanie to zauważyłam i właśnie dlatego teraz coraz bardziej kieruję się w stronę contentu mówionego. Przez bardzo długi czas świetnie sprawdzał się tak zwany b-roll, czyli film, na którym ktoś coś robi, a na nagraniu pojawia się dodatkowo napis. Przez ostatnie 3–4 lata taki format naprawdę bardzo dobrze działał, jednak w pewnym momencie odbiorcom zaczyna się on po prostu przejadać, podobnie zresztą jak każdy trend w social mediach. To zupełnie naturalne, że trendy z czasem się zmieniają. Przed erą b-rolli bardzo popularne były chociażby lipsynci na TikToku i wiele kont praktycznie w całości opierało na nich swój content. Dzisiaj lipsynci nadal mogą osiągać świetne wyniki, być viralowe i zdobywać duże zasięgi, ale jednocześnie na platformach pojawia się zdecydowanie więcej różnorodnych formatów. Widzę więc, że co kilka lat sposób tworzenia contentu się zmienia i moim zdaniem nie ma sensu z tym walczyć. Jeśli chcemy dalej rozwijać swoje konto, tworzyć dobre treści i docierać z nimi do większej liczby osób, musimy zaakceptować fakt, że trendy będą się zmieniać. Udawanie, że tego nie ma i próba trzymania się wyłącznie tego, co działało wcześniej, może sprawić, że zaczniemy stać w miejscu. Sama zauważyłam tę zmianę i w pewnym momencie po prostu zmusiło mnie to do działania. Nie jest oczywiście tak, że na b-rollach nie potrafię już osiągać dobrych zasięgów - nadal zdarzają mi się na nich virale i bardzo dobre wyniki. Zauważyłam jednak, że często kończy się to tylko dużą liczbą wyświetleń i chwilową satysfakcją. Oczywiście jest to fajne dla ego, ale po tylu latach działania w social mediach takie virale nie robią już na mnie takiego wrażenia jak na osobie, która dopiero zaczyna i wcześniej w ogóle nie osiągała takich wyników. Zaczęłam natomiast dostrzegać, że za samymi wyświetleniami często nie idzie nic więcej - nie zawsze pojawia się większa liczba obserwujących, zapytania o produkty, współpracę czy możliwość pracy ze mną. Kiedy zaczęłam tworzyć więcej treści mówionych, rzeczywiście zauważyłam różnicę. Pojawia się więcej zapytań, odzywają się marki, a także osoby prywatne, które pytają o pomoc. To właśnie zmieniający się rynek, sposób funkcjonowania social mediów i nowe trendy sprawiły, że sama musiałam zacząć się zmieniać. Uważam, że jest to po prostu rozsądne podejście - zamiast walczyć ze zmianami i próbować zatrzymać to, co działało wcześniej, lepiej się do nich dostosować.
Niestety do rynku i do odbiorców też trzeba się trochę dostosować, bo to oni generują nam wyświetlenia. A jak wygląda Twój typowy dzień pracy jako ekspertki od TikToka i social mediów?
Myślę, że mój dzień wygląda raczej standardowo. Nie mam konkretnych godzin, o których zawsze wstaję, więc każdy dzień może wyglądać trochę inaczej - czasami wstaję wcześniej, innym razem później. Po ogarnięciu wszystkich porannych rzeczy, zjedzeniu czegoś i tak dalej, siadam do laptopa i telefonu. Sprawdzam wiadomości, maile, nowe zapytania dotyczące współprac, odpisuję na różne wiadomości i przede wszystkim zajmuję się tym, co zostało jeszcze do zrobienia z poprzednich dni. Jeśli pojawiły się jakieś nowe zadania, to również się nimi zajmuję. W międzyczasie zaczynam wymyślać nowe produkty, kampanie czy pomysły na content. Zazwyczaj nie planuję treści z dużym wyprzedzeniem, na przykład na cały miesiąc, tylko często tworzę je na bieżąco. Co ciekawe, wiele naprawdę dobrych pomysłów, które później okazują się zasięgowe i przynoszą mi dodatkowo zapytania, pojawia się zupełnie spontanicznie. Potrafię zmywać naczynia, brać prysznic, robić coś w domu czy po prostu iść po schodach i nagle wpaść na pomysł, który później okazuje się strzałem w dziesiątkę. Dlatego nie poświęcam bardzo dużo czasu na samo wymyślanie contentu. Oczywiście obecnie czasami korzystam też z AI, ale raczej w ograniczonym zakresie, ponieważ mam wrażenie, że moje własne pomysły częściej okazują się bardziej trafione. AI wykorzystuję przede wszystkim do sprawdzenia, czy mój pomysł na konkretną treść ma sens i czy może się sprawdzić, a niekoniecznie do generowania samych pomysłów na content. Do innych zadań korzystam z niego znacznie częściej. W ciągu dnia zdarza mi się również nagrywać nowe materiały i w zasadzie w ten sposób mija mi większość dnia - na pracy przy laptopie i telefonie, odpisywaniu na wiadomości i komentarze, tworzeniu contentu oraz zajmowaniu się wszystkimi sprawami związanymi z pracą. W gruncie rzeczy jest to więc dość typowy dzień osoby działającej właśnie w takiej branży i niszy.
Ciekawe, co mówisz, bo często, jak ogląda się filmiki różnych twórców, którzy zajmują się contentem, to zazwyczaj mają wszystko zaplanowane do przodu, na przykład na cały miesiąc, a Ty raczej działasz na bieżąco.
Tak, zazwyczaj działam na bieżąco. Oczywiście gdyby z czasem tych obowiązków zrobiło się na tyle dużo, na przykład pojawiłoby się tak wiele współprac, że nie byłabym w stanie pracować bez wcześniejszego planowania, pewnie musiałabym zmienić swoje podejście. Na ten moment jednak zdecydowanie wolę działać spontanicznie i tworzyć content na bieżąco, zamiast planować materiały na cały miesiąc z wyprzedzeniem. Po prostu lepiej mi się w ten sposób pracuje i mam wrażenie, że osiągam wtedy lepsze efekty. Czasami oczywiście planuję konkretne rzeczy wcześniej, ale zdecydowana większość contentu powstaje u mnie na bieżąco.
Jako twórczyni internetowa na pewno mierzysz się też z dużą liczbą wyzwań. Jakbyś mogła przybliżyć takie największe i najtrudniejsze, z jakimi do tej pory się zmierzyłaś?
Najtrudniejsze są dla mnie sytuacje, w których coś po prostu przestaje działać. Błędy na TikToku czy Instagramie zdarzają się oczywiście stosunkowo rzadko, ale od czasu do czasu się pojawiają. Czasami wrzucamy film i nagle okazuje się, że nie ma napisów, mimo że wcześniej je dodaliśmy. Innym razem coś zostanie ucięte w opisie, pogorszy się jakość materiału albo pojawi się problem z dźwiękiem. Takie sytuacje potrafią wybić z rytmu, bo jestem już przekonana, że treść jest gotowa, a później okazuje się, że jednak trzeba coś poprawić albo przygotować ją ponownie. Zdarza się również, że opublikuję materiał i dopiero po czasie zauważę jakiś błąd w słowie. Czasami go poprawiam, ale nie zawsze, ponieważ wiem, że tego typu błędy mogą paradoksalnie przyczynić się do większych zasięgów - ludzie zaczynają je zauważać i komentować. Największym wyzwaniem są jednak różnego rodzaju problemy techniczne z platformami, z których korzystam. Mój biznes nie opiera się wyłącznie na TikToku czy Instagramie. Korzystam również z platformy sklepowej, narzędzi do różnych innych działań, platform do tworzenia stron internetowych i wielu innych rozwiązań. Wszystkie te systemy muszą być ze sobą odpowiednio połączone i prawidłowo współpracować. Jeśli jedna rzecz przestaje działać, może to później powodować kolejne problemy i wpływać na funkcjonowanie całej reszty. To właśnie tego typu sytuacje były do tej pory moimi największymi wyzwaniami. Przy współpracach z markami również zdarzało się, że pojawiały się różne kwestie organizacyjne, coś przesuwało się w czasie albo trudniej było ustalić niektóre szczegóły. Są to jednak raczej standardowe, logistyczne problemy, które pojawiają się przy współpracach, dlatego nie określiłabym ich jako szczególnie dużych wyzwań.
Na pewno w karierze każdego człowieka zdarzają się trudne momenty. Niektóre da się okiełznać, a z niektórymi jest ciężej. Czy miałaś może takie chwile zwątpienia w swoją karierę, w to, co robisz?
Oczywiście zdarzały mi się takie momenty i to nie raz. Najczęściej pojawiały się wtedy, kiedy zaczynało mi brakować pomysłów na content i miałam poczucie, że po prostu się wypaliłam. Rzeczywiście uważam, że przy działaniu przez dłuższy czas w jednej niszy i skupieniu się cały czas na jednej konkretnej rzeczy może w pewnym momencie pojawić się zmęczenie. Przestajemy mieć nowe pomysły, zaczynamy odczuwać znużenie i mamy po prostu dość. U mnie dodatkowo dochodziło do tego to, że z czasem zmieniałam kierunek, mimo że cały czas pozostawałam w podobnym obszarze, czyli skupiałam się na Instagramie i TikToku. Na początku uczyłam przede wszystkim o budowaniu zasięgów na TikToku, później zaczęłam mówić również o zasięgach na Instagramie, następnie przeszłam do tematu UGC i współprac z markami, a później także do sprzedaży i tego, jak sprzedawać za pomocą tych kanałów. Z czasem pojawiały się kolejne tematy. Myślę, że większość twórców działających w podobny sposób przechodzi podobną drogę. Nawet jeśli ktoś zaczynał od tematu zasięgów, z czasem przechodził do sprzedaży, budowania marki osobistej czy jeszcze innych zagadnień. Uważam, że naturalne jest stopniowe zmienianie czy poszerzanie swojej niszy. Trudno jest przez kilka lat mówić cały czas o dokładnie tym samym i jednocześnie nie mieć tego dość, nawet jeśli cały czas docieramy do nowych odbiorców. W końcu dla każdego może stać się to męczące. Sama miałam więc momenty, kiedy myślałam o tym, żeby całkowicie to zostawić i pójść w zupełnie inną stronę. Wynikało to również z tego, że mam kilka różnych zainteresowań, które rozwijam dość mocno, dlatego czasami zastanawiałam się, czy nie powinnam jednak skupić się na czymś innym. Obecnie również jestem w takim momencie, w którym moje konta w social mediach są trochę zawieszone. Coś na nich publikuję i nadal działam, ale zdecydowanie mniej niż wcześniej, ponieważ na ten moment sama jeszcze nie wiem, w jakim kierunku ostatecznie będę chciała je rozwijać.
W momentach zwątpienia, to co pomagało ci wrócić na tę twoją ścieżkę kariery i motywowało do tego, żeby jednak przy tym pozostać?
Najbardziej pomagało mi obserwowanie innych kont, które robiły podobne rzeczy do mnie albo zajmowały się tym, czym sama chciałam się zajmować, choć jeszcze wtedy tego nie robiłam. Dużo energii i nowych pomysłów czerpałam właśnie z obserwowania twórców działających w podobnej niszy i tworzących podobny content. Kiedy pojawiały się u mnie momenty zwątpienia, czasami wystarczyło, że zobaczyłam na jakimś koncie ciekawą treść i od razu myślałam: „Dobra, jednak będę działać dalej”. Nagle wracała mi motywacja i zaczynały pojawiać się nowe pomysły. Bardzo często inspirowałam się również konkretnymi twórcami. Oglądałam ich content i na jego podstawie wpadał mi do głowy pomysł na własną treść. Nie chodziło oczywiście o kopiowanie czegoś jeden do jednego, tylko raczej o zobaczenie jakiegoś formatu czy pomysłu i pomyślenie: „A, dobra, ja mogłabym zrobić coś podobnego, ale po swojemu”. Co więcej, bardzo często z jednego takiego pomysłu pojawiało się później kolejnych kilka. Dlatego podsumowując, najbardziej pomagały i nadal pomagają mi inne konta działające w podobnej niszy. Kiedy czuję, że zaczynam się wypalać, najlepiej działa na mnie odkrywanie nowych profili, których wcześniej nie znałam. Wtedy dostaję kolejny impuls do działania i zaczynam myśleć, że może jednak mam jeszcze mnóstwo pomysłów. Czyli przede wszystkim inspiracja innymi twórcami.
To też jest ważne przy wymyślaniu nowych treści. W pracy też, wiadomo, zdarzają się super momenty i wiele osób czerpie przyjemność ze swojej pracy. Na pewno masz też jakieś marzenia związane ze swoją działalnością w social mediach. Jakie masz jeszcze zawodowe marzenia związane z mediami społecznościowymi?
Tak naprawdę moim największym marzeniem jest chyba dalsze rozwijanie się na większą skalę i sprawienie, żeby moje konta były jeszcze większe. Nie mam przecież obecnie pół miliona czy miliona obserwujących, więc zawsze jest do czego dążyć i na pewno chcę dalej pracować nad tym, żeby te konta rosły. Zależy mi również na tym, żeby cały mój biznes i sposób działania były bardziej zautomatyzowane i wymagały ode mnie znacznie mniej pracy. Chciałabym, żeby część rzeczy mogła działać trochę w tle, bardziej automatycznie. W pewnym stopniu już teraz tak to wygląda, ale chciałabym pójść jeszcze dalej i maksymalnie zautomatyzować te procesy. Zależy mi na tym, żeby moje działania w social mediach i cały biznes wymagały ode mnie naprawdę niewielkiego nakładu pracy, a jednocześnie przynosiły znacznie większe efekty - więcej obserwujących, więcej zapytań o współprace i większą sprzedaż moich produktów. Chciałabym więc jeszcze bardziej rozwinąć cały ten system i sprawić, żeby działał jeszcze sprawniej. Podsumowując, chodzi mi przede wszystkim o większe konta i bardziej zautomatyzowany biznes.
Czy przy tworzeniu treści przez cały ten czas, kiedy nabywałaś doświadczenie, udało Ci się wypracować jakiś swój ulubiony format treści, który sprawia Ci najwięcej satysfakcji?
Bardzo lubię lipsync i zdecydowanie jest to jeden z moich ulubionych rodzajów contentu. Nie tylko lubię go oglądać czy publikować, ale przede wszystkim świetnie się czuję, kiedy sama go tworzę. Bardzo lubię również nagrywać treści do muzyki - nie zawsze jest to typowy lipsync, czasami po prostu tworzę content do utworów, których słucham i które naprawdę lubię. Oczywiście zdarza się też, że jest to klasyczny lipsync do konkretnej piosenki. Właściwie właśnie takie treści najbardziej lubię tworzyć i żadna inna forma contentu nie daje mi takiej przyjemności. Pewnie ma to związek z tym, że wcześniej moja praca i działalność były związane z profesjonalnym tańcem, więc muzyka od zawsze była bardzo ważną częścią mojego życia. Poza tym muzyka była, jest i zawsze będzie moją pasją. Dlatego lipsync oraz treści tworzone do mojej ulubionej muzyki zdecydowanie należą do moich ulubionych formatów. Kiedy je nagrywam, właściwie w ogóle nie mam poczucia, że pracuję. Nie czuję, że wykonuję jakieś obowiązki czy zadania - bardziej mam wrażenie, że po prostu się bawię i robię coś dla przyjemności, a nie że jest to moja praca.
Wspomniałaś już wcześniej, że przy pracy trochę korzystasz ze sztucznej inteligencji. W jaki sposób wpływa ona na Twoje podejście do tworzenia treści?
Wykorzystuję AI przede wszystkim do tworzenia opisów pod publikowanymi treściami, dzięki czemu nie muszę za każdym razem pisać ich samodzielnie. Same pomysły na content w większości wymyślam jednak sama. Oczywiście zdarzało mi się korzystać ze sztucznej inteligencji również przy szukaniu pomysłów, ale nie ograniczałam się do zadawania ogólnych pytań - starałam się tworzyć konkretne i dobrze przemyślane prompty, które miały pomóc mi znaleźć ciekawe pomysły na treści. Czasami rzeczywiście dostawałam propozycje, które były całkiem dobre i do mnie trafiały, ale w większości przypadków pomysły generowane przez AI nie były czymś, co szczególnie mi odpowiadało. Dlatego najczęściej nadal wymyślam content samodzielnie. AI bardzo dobrze sprawdza mi się natomiast przy pisaniu opisów do Reelsów, TikToków czy karuzel. Korzystam z niego również przy tworzeniu maili, szczególnie kiedy przygotowuję kampanię mailingową. Pomaga mi także w pisaniu ofert na nowe produkty. Kiedy dodaję coś nowego do sklepu, również wspieram się sztuczną inteligencją, ale zawsze wykorzystuję do tego konkretne i szczegółowe prompty. Nie działa to na zasadzie prostego polecenia typu: „Napisz mi opis do tego produktu”, ponieważ w ten sposób raczej nie powstanie dobry opis. Trzeba odpowiednio pokierować AI i dostarczyć mu konkretne informacje oraz wskazówki. Wykorzystuję je również do tworzenia ofert, ponieważ bardzo dobrze radzi sobie z copywritingiem. Pomaga mi także w wyszukiwaniu trendów i różnych informacji. Jeśli mam jakiś pomysł, mogę zapytać AI, czy jego zdaniem ma on potencjał na viral, czy może sprawdzić się pod kątem sprzedażowym i tak dalej. Traktuję to trochę jako dodatkową opinię, ponieważ sztuczna inteligencja ma dostęp do bardzo dużej ilości danych, więc wykorzystanie jej w taki sposób ma dla mnie sens. Ostatnio zaczęłam też tworzyć karuzele przy pomocy AI zamiast przygotowywać je samodzielnie w Canvie i rzeczywiście znacznie ułatwiło mi to pracę. Tak naprawdę właśnie do takich zadań wykorzystuję sztuczną inteligencję najczęściej.
W swojej pracy działasz na platformach TikTok i Instagram. Czy zauważasz różnice pomiędzy prowadzeniem kont na TikToku i Instagramie?
Tak, widzę różnice i rzeczywiście trochę ich jest. Mam wrażenie, że na TikToku jest większy luz i właśnie za to bardzo lubię tę platformę. Jest tam swobodniej, a treści mogą być bardziej naturalne. Przede wszystkim czuję, że na TikToku panuje większa „impreza” – jest więcej zabawnego contentu i ludzie przychodzą tam przede wszystkim po rozrywkę. Instagram z kolei, przez to, że wywodził się głównie od influencerek i bardzo idealnego contentu – perfekcyjnych zdjęć, filmów i tak dalej – wydaje mi się trochę bardziej sztywny. Widać to chociażby po komentarzach. Kiedy widzę jakiś zabawny film na TikToku, czasami komentarze pod nim są jeszcze śmieszniejsze niż sam film, a na Instagramie już niekoniecznie. Jeśli chodzi o użytkowników, również widzę różnicę. Na TikToku jest chyba więcej młodszych osób, dzieciaków, natomiast na Instagramie mam wrażenie, że jest trochę starsze pokolenie, czyli generalnie moje – millenialsi i tak dalej. Zresztą sama nie wiem, czy najmłodsze pokolenia nie zaczęły już trochę rezygnować z Instagrama i nie traktują go jako platformy dla starszych, trochę tak, jak ja postrzegam Facebooka. Obecnie prawie w ogóle z niego nie korzystam i mam wrażenie, że Facebook stał się bardziej domeną pokolenia moich rodziców, a nawet dziadków. Instagram wydaje mi się więc bardziej platformą dla millenialsów i starszych osób, podczas gdy TikTok jest skierowany raczej do młodszego pokolenia. Jeśli natomiast chodzi o sprzedaż, to na obu platformach można bardzo dobrze sprzedawać, bo zarówno tutaj, jak i tutaj są klienci. Gdybym miała porównać, która platforma sprzedaje mi lepiej albo na której dostaję więcej zapytań o współprace i różnego rodzaju propozycje, to kompletnie nie potrafiłabym wskazać jednej. Nie mam poczucia, że któraś z nich jest pod tym względem lepsza. Uważam, że zarówno na TikToku, jak i na Instagramie można dobrze sprzedawać i zarabiać. Myślę natomiast, że na TikToku łatwiej jest osiągnąć viral. Nawet przy nowym koncie wydaje mi się, że łatwiej stworzyć tam treść, która zdobędzie duże zasięgi. Nie oznacza to oczywiście, że na Instagramie jest to niemożliwe albo że jest tam bardzo trudno. Po prostu są pewne różnice i myślę, że podobnie odpowiedziałby każdy, kto działa zarówno na TikToku, jak i na Instagramie.
Jak dostosowujesz strategię do każdej z tych platform?
Na TikToku pozwalam sobie na zdecydowanie bardziej luźny content, podczas gdy na Instagramie jest on ładniejszy, bardziej przemyślany, dopracowany i tak dalej. Na TikToku, mimo że na razie nie publikowałam jeszcze zbyt wielu takich treści, nawet w przypadku kampanii sprzedażowej mogłabym wrzucić filmik, na którym jestem zupełnie bez makijażu, w szlafroku, chwilę przed pójściem się umyć czy położyć spać. Bardzo dużo jest tam takiego contentu, gdzie ktoś leży na kanapie albo łóżku, jest oparty o poduszkę i po prostu mówi do swoich odbiorców. Wygląda to trochę tak, jakbyśmy dzwonili do bliskiej osoby na FaceTime. Nawet przy kampanii sprzedażowej na TikToku taki materiał mógłby spokojnie przejść, a nawet stać się viralem. Na Instagramie również uważam, że gdyby była to naprawdę dobra i ciekawa treść, to też mogłaby się sprawdzić, ale zdecydowanie mniej chętnie wrzuciłabym coś takiego właśnie tam. Na TikToku nie miałabym z tym żadnego problemu. Tam mniej się kontroluję, pozwalam sobie na publikowanie różnych treści i nie zastanawiam się aż tak mocno nad strategią jak na Instagramie. Tym bardziej że na TikToku każdy kolejny film, jeśli jest dobry, ma spore szanse dotrzeć do nowych osób. Na Instagramie oczywiście również jest to możliwe, ale w dużej mierze docieramy tam jednak do swoich obserwujących. Mam świadomość, że na Instagramie oglądają mnie przede wszystkim osoby, które już mnie obserwują, więc buduję tam konkretną grupę odbiorców. Gdybym zaczęła wrzucać jakieś całkowicie randomowe czy dziwne treści, mogłoby to wyglądać trochę nie na miejscu. Na TikToku wiem natomiast, że mogę sobie na to pozwolić. Mam poczucie, że nic złego się nie stanie i nie będzie z tym żadnego problemu. Podsumowując, na TikToku zdecydowanie mniej planuję i działam bardziej na luzie.
Wrzucenie naszych treści nie zależy tylko od tego, gdzie ją publikujemy, ale też od tego, kto nas obserwuje i kto śledzi to, co publikujemy. Co Twoim zdaniem jest kluczowe w budowaniu lojalności i zaangażowania ze strony odbiorców czy obserwujących?
Ważne jest, żeby nie ignorować komentarzy i wiadomości prywatnych, bo ludzie po prostu się do nas odzywają. Warto więc nie zostawiać ich bez odpowiedzi przez trzy tygodnie czy miesiąc. Oczywiście często się to zdarza, ale moim zdaniem dobrze jest tego unikać. Lojalność i zaufanie buduje się przede wszystkim poprzez to, że nie olewamy osób, które nas obserwują, i zwracamy uwagę na ich potrzeby. Jeżeli ktoś nas krytykuje, warto zastanowić się, czy nie jest to konstruktywna krytyka i czy rzeczywiście nie ma w niej czegoś, co warto przemyśleć albo zmienić w naszych treściach czy na koncie. Istotne jest również dzielenie się z odbiorcami swoimi przemyśleniami, opiniami czy mniej prywatnymi rzeczami, które pozwolą im lepiej nas poznać. Dzięki temu zaczynają nas kojarzyć, wiedzą, jacy jesteśmy i co lubimy. Jeżeli na przykład uwielbiamy koty albo psy, fajnie, żeby nasi obserwujący o tym wiedzieli. Tak samo może to być cokolwiek innego – truskawki, chipsy czy jakaś inna rzecz. Takie drobne „smaczki” sprawiają, że odbiorcy mogą lepiej nas poznać i moim zdaniem właśnie w ten sposób budujemy z nimi zaufanie. Tak naprawdę najważniejsze jest więc to, żeby nie olewać ludzi w komentarzach i wiadomościach oraz publikować takie treści, które pozwalają im lepiej nas poznać.
Masz też za sobą wiele zrealizowanych kampanii. Czy masz może takie kampanie albo współprace z markami, które szczególnie zapadły Ci w pamięć? Jeśli tak, to dlaczego akurat te?
Czy mam jakieś szczególne? Właściwie większość współprac, które realizowałam, udało mi się zrobić z naprawdę fajnymi markami. Wszystkie firmy, z którymi miałam okazję współpracować, były naprawdę super. W zasadzie nie miałam żadnych większych sprzeczek czy zgrzytów z markami, tak jak czasami się zdarza. Wszystkie marki, z którymi współpracowałam i tworzyłam treści, wspominam więc bardzo dobrze. Nie mam zatem jakichś konkretnych współprac, które szczególnie mocno by się wyróżniały. Na pewno bardzo dobrze wspominam współpracę z PranaMat i ich matami. Naprawdę ją sobie cenię, ponieważ wszystko odbywało się szybko i konkretnie. Cała współpraca przebiegała bardzo sprawnie i płynnie, do tego stopnia, że właściwie prawie w ogóle nie czułam, że pracuję i że jest to jakaś większa praca. Poza tym naprawdę wszystkie marki, z którymi do tej pory współpracowałam, były świetne i praktycznie każdą współpracę wspominam bardzo pozytywnie.
Która z dotychczasowych kampanii była dla Ciebie najbardziej satysfakcjonująca i dlaczego?
Chyba nie mam jeszcze takiej współpracy, która byłaby aż tak szczególna, ponieważ do tej pory nie były to typowo współprace związane z social mediami. To znaczy, oczywiście takie się zdarzały, ale niekoniecznie dlatego, że prowadzę swoje konta i miałam pojawić się z danymi produktami na swoim profilu. Była natomiast współpraca z marką odzieżową Renee i ją wspominam naprawdę świetnie. Był to spot wideo, bardziej taneczny, więc współpraca miała trochę inny charakter. Dzięki niej pojawiłam się również na stronie marki, a ubrania, które miałam na sobie, były prezentowane właśnie tam. To było naprawdę super uczucie, bo mogłam zobaczyć siebie i swoje zdjęcia na stronie dużej marki odzieżowej. Sama kampania i spot przez jakiś czas były też obecne w internecie. W telewizji chyba się nie pojawiały, ale w internecie rzeczywiście można było je zobaczyć. Największą satysfakcję dają mi właśnie takie kampanie, w których później stworzone przez nas materiały są gdzieś wykorzystywane. Najbardziej podoba mi się, kiedy wszystko odbywa się w profesjonalnym studiu, jest profesjonalne nagranie i cały zespół, który nad nim pracuje. Przynajmniej z mojego punktu widzenia to właśnie po takich kampaniach można mieć największą satysfakcję. Nawet gdyby taki materiał pojawił się wyłącznie na koncie marki czy w jej social mediach, a nie w telewizji albo na billboardach, i tak byłoby to dla mnie super. Do tej pory nie miałam jeszcze takich kampanii, w których stworzone przeze mnie materiały byłyby później wykorzystywane na kontach marek, ale wszystko przede mną i mam nadzieję, że takie współprace również się pojawią. To właśnie dawałoby mi największą satysfakcję - świadomość, że materiały, które tworzę, są wykorzystywane nie tylko na moich własnych kontach.
Zgłaszają się do Ciebie różne marki – zarówno mniejsze, jak i większe. Jakimi kryteriami kierujesz się przy wyborze marek, z którymi podejmujesz współpracę? Czy zdarzyło Ci się odrzucić atrakcyjną finansowo ofertę?
Tak, zdarzyło mi się odrzucić wiele marek, współprac i różnych propozycji. Nie przyjmuję ofert od firm, których produktów sama bym nie używała, nie używam albo po prostu nie widzę sensu w ich stosowaniu. Nie chciałabym brać udziału w kampanii, w której miałabym promować taki produkt. Obecnie nie zgadzam się również na promowanie marek, których produkty mają toksyczny skład albo zawierają składniki, których sama nie chciałabym polecać. Jeżeli jest to coś do jedzenia albo produkt, którego używamy na co dzień, tym bardziej nie zdecydowałabym się na udział w takiej kampanii. Byłoby to po prostu niezgodne ze mną i z tym, co chcę przekazywać swoim odbiorcom. Odrzucałam więc propozycje, które nie były spójne ze mną, a jeśli produkt byłby potencjalnie toksyczny albo szkodliwy dla ludzi, zdecydowanie nie zdecydowałabym się na taką współpracę.
Od kilku lat można zauważyć, że influencer marketing w internecie staje się coraz ważniejszy. Czy uważasz, że influencer marketing jest dziś równie skuteczny jak kilka lat temu? Jakie zmiany zauważasz na rynku?
Myślę, że to trochę się zmieniło i cały czas nadal się zmienia. Uważam, że ten ogromny boom na influencerów już minął i obecnie nie wygląda to tak jak kiedyś. Oczywiście znane i bardzo duże konta nadal radzą sobie dobrze, współpracują z dużymi markami, biorą udział w dużych kampaniach, tworzą własne produkty razem z markami i tak dalej. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to już to samo, co kilka lat temu. Kiedyś pod profilami influencerów pojawiały się setki, a czasami nawet tysiące komentarzy, natomiast teraz nawet pod naprawdę topowymi kontami może być ich zaledwie kilkadziesiąt. Słyszałam też od wielu mniejszych marek, które współpracowały z influencerami, że takie działania w ogóle im się nie zwracały i nie przekładały się na sprzedaż. Oczywiście nie rozmawiałam z markami takimi jak Nike, Adidas czy Coca-Cola, ale spotkałam się z opiniami mniejszych firm, które miały właśnie takie doświadczenia. Dlatego uważam, że obecnie nie jest już aż tak istotne, ile dana osoba ma obserwujących i jak duże jest jej konto. Znacznie ważniejsze są relacje, jakie ma ze swoimi odbiorcami. Jeżeli przez ostatnie lata influencerowi udało się zbudować silną więź z obserwującymi, to taka współpraca rzeczywiście może przełożyć się na bardzo dobrą sprzedaż i konkretne wyniki dla marki. Wtedy ta relacja robi swoje – zapewnia zasięgi, sprzedaż i tak dalej. Jeżeli natomiast tej więzi nie ma, a mam wrażenie, że wielu influencerów w ostatnim czasie ją straciło, sprzedaż może być słaba, a cała kampania może wypaść przeciętnie. Gdybym więc sama była małą marką, zdecydowanie nie zaczynałabym od wydawania pieniędzy na influencerów. Najpierw rozwijałabym markę w zupełnie inny sposób, a po influencerów sięgnęłabym dopiero wtedy, kiedy firma zaczęłaby naprawdę dobrze zarabiać i miałaby już stabilną pozycję. Nawet wtedy zaczęłabym od niewielkiej liczby influencerów i podeszłabym do tego raczej ostrożnie.
Od dłuższego czasu działasz w internecie. Jakie są Twoje spostrzeżenia na temat przyszłości marketingu w mediach społecznościowych?
Sztuczna inteligencja kompletnie zmieniła social media i sposób, w jaki do tej pory działaliśmy. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będziemy zmierzać właśnie w tę stronę, pewnie bym w to nie uwierzyła. Dzisiaj jest bardzo dużo kont, które korzystają z treści tworzonych przez AI albo wręcz opierają na sztucznej inteligencji cały swój content. Są nawet influencerki, które w rzeczywistości są postaciami wygenerowanymi przez AI. Zdecydowanie zmierzamy więc w kierunku, w którym sztucznej inteligencji będzie coraz więcej. Uważam też, że AI będzie odbierać pracę wielu ludziom i sprawi, że sporo stanowisk przestanie być potrzebnych. Dobrym przykładem może być social media manager. Coraz częściej mam wrażenie, że odpowiednio przygotowany prompt do ChatGPT czy Claude’a może zrobić więcej, a przede wszystkim będzie to tańsze niż zatrudnienie osoby na takim stanowisku. Pomysły na treści, planowanie contentu, kampanii i właściwie wszystko, co wiąże się z tworzeniem tekstów, filmów czy zdjęć, AI jest już w stanie robić. I nie jest to coś, co dopiero zaczyna się rozwijać – sztuczna inteligencja jest już naprawdę bardzo zaawansowana. Potrafi przygotowywać i montować filmy, tworzyć TikToki, dodawać efekty i wykonywać mnóstwo rzeczy, które wcześniej wymagały pracy człowieka. Uważam, że będzie tego coraz więcej i ten trend będzie się tylko pogłębiał. Nie mam pojęcia, jak będzie to wyglądało w przyszłości. Nie ukrywam jednak, że chciałabym uniknąć sytuacji, w której wszystkie treści staną się sztuczne i wszystko będzie tworzone przez AI. Nie wydaje mi się, żeby było to fajne. Zresztą z tego, co widzę i słyszę, ludziom również nie zawsze odpowiada taki kierunek. Z drugiej strony nie jesteśmy w stanie zatrzymać rozwoju sztucznej inteligencji. AI będzie się coraz bardziej rozwijać i prawdopodobnie będzie nam towarzyszyć praktycznie wszędzie. Mam więc nadzieję, że mimo wszystko ludzka strona social mediów i tworzonych treści nadal pozostanie. Chciałabym, żeby ludzie wciąż tworzyli coś własnego, zamiast polegać wyłącznie na sztucznej inteligencji. Nie mam pojęcia, co będzie dalej. Trochę martwi mnie to, że AI tak mocno przejmuje kolejne obszary, ale zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać.
Odbiorcy lubią też treści, które pokazują prawdziwą osobę, jej osobowość i to, czym zajmuje się dany twórca. Nie przepadają za sztucznością, co często widać po zasięgach, odbiorze treści czy komentarzach. Mówiłaś już, że przy tworzeniu contentu w większości działasz sama – sama wpadasz na pomysły, które wpadają Ci w różny sposób. Czy masz swoją sprawdzoną formułę na viralowe treści, czy każdy materiał to wciąż eksperyment?
Nie, zdecydowanie nie nazwałabym tego eksperymentem. Czasami rzeczywiście wrzucam jakieś pomysły, zastanawiając się, czy się sprawdzą, ale w większości bazuję na tym, co już wiem i potrafię. Bardzo często wykorzystuję treści oparte na mitach albo na czymś, co może wywołać zaskoczenie czy dyskusję. Nie chodzi oczywiście o szokowanie w dosłownym znaczeniu, tylko na przykład o przedstawienie jakiegoś mitu czy opinii, która może sprowokować ludzi do dyskusji w komentarzach. Tworzę też dużo treści, z którymi odbiorcy mogą się utożsamiać, bo to również bardzo dobrze działa. Korzystam z różnych sprawdzonych schematów i bardziej opieram się na psychologii oraz na tym, jacy jesteśmy jako ludzie, niż na przypadku. Moje zasięgowe i viralowe treści bardzo rzadko powstają przypadkowo. Zazwyczaj wiem, że dana treść ma potencjał, dlatego publikuję ją z konkretną strategią i konkretnym celem. Oczywiście czasami zdarza się, że zakładam, że coś będzie zasięgowe, a później okazuje się, że tak nie jest, ale zdecydowanie jest to mniejszość przypadków. W większości sytuacji wiem, kiedy dana treść ma szansę dobrze się roznieść. Jest też tak, że kiedy raz zrozumie się, czym są treści zasięgowe i viralowe, później trudno jest tworzyć je zupełnie inaczej. Oczywiście musi nastąpić takie pewne kliknięcie. U niektórych osób przychodzi ono szybciej, a u innych nadal się nie pojawia. Nawet jeśli ktoś był u mnie na kursie czy konsultacji, nie zawsze od razu zaczyna to rozumieć. Czasami nadal tworzy po swojemu i nie do końca czuje, na czym polegają treści viralowe. Jeżeli jednak w końcu komuś to kliknie, okazuje się, że naprawdę jest to proste. To konkretna strategia, a nie przypadek.
Czy zdarzyło Ci się, że viralowy materiał nie przełożył się na realne korzyści biznesowe?
Tak, wiele razy. Miałam sporo takich treści, które stawały się viralami i generowały dużo komentarzy, a czasami nawet naprawdę ogromną ich liczbę, ale w praktyce przynosiły mi głównie zasięgi. Nie przekładało się to nawet na dużą liczbę nowych obserwujących. Takich sytuacji było kilka – dana treść zdobywała duże zasięgi i mnóstwo komentarzy, ale poza tym niewiele więcej z tego wynikało.
Wielu twórców zwala winę za brak zasięgów na algorytmy, które są nieprzewidywalne i stale się zmieniają. Zgadzasz się z tym, czy dostrzegasz w nich jednak pewne powtarzalne schematy?
Nie, uważam, że jeżeli ktoś mówi, że algorytmy są teraz gorsze albo słabsze, to najczęściej oznacza to, że przez jakiś czas tworzył i publikował po prostu słabszy content. Hooki były mniej skuteczne, sposoby przyciągania uwagi słabsze, pomysły na treści gorsze i tak dalej. Oczywiście algorytm czasami może się trochę zmieniać, ale jeżeli wiemy, na czym polegają treści zasięgowe, to nie ma on aż tak dużego znaczenia. Jeżeli treść jest dobra, to i tak będzie miała zasięg, niezależnie od tego, kiedy ją opublikujemy. Spotykałam się też z twórcami, którzy twierdzą, że trzeba publikować o konkretnych godzinach – że w jednych porach koniecznie trzeba wrzucać, w innych absolutnie nie, a o określonej godzinie treść na pewno się rozejdzie. Moim zdaniem to bzdura. Sama publikowałam treści o pierwszej w nocy, o północy, o jedenastej wieczorem czy o ósmej rano i nie zauważyłam, żeby godzina miała tutaj większe znaczenie. Najważniejsza jest treść. Podobnie nie uważam, żeby miało większe znaczenie to, czy publikuję coś w styczniu, czy w marcu. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że algorytmy nie zmieniają się aż tak bardzo, jak niektórzy twórcy próbują to przedstawiać. Jeżeli ktoś ma gorsze zasięgi, bardzo często oznacza to po prostu, że stworzył słabszy content. Sama miałam sytuacje, kiedy publikowałam cztery czy pięć słabszych filmów z rzędu. Miały zupełnie nie moje zasięgi i wyglądało to naprawdę źle. Mogłabym wtedy zrzucić winę na algorytm, ale prawda była taka, że to ja stworzyłam słabsze treści. Kiedy później zaczynałam publikować kolejne, lepsze materiały, wszystko znowu zaczynało działać. Dlatego bardzo często problemem nie jest algorytm, tylko po prostu słabszy content.
Teraz dużo osób przerzuca się na oglądanie wideo, bo to właśnie najbardziej przyciąga uwagę, a najwięcej krótkich formatów spotykamy na TikToku. Czy uważasz, że Instagram lub YouTube mają szansę dogonić TikToka pod względem krótkich formatów wideo?
Myślę, że tak. Właściwie mam wrażenie, że już się to stało. Instagram bardzo dobrze radzi sobie z rolkami i od momentu, kiedy pojawiły się one u nas, wszystko mocno się rozkręciło. YouTube również świetnie radzi sobie z krótkimi formatami. Myślę, że tak już zostanie i że treści wideo będą bardzo dobrze działały na każdej z tych platform. Nawet mówione treści radzą sobie dobrze zarówno na Instagramie, jak i na YouTubie czy TikToku. Nie wiem, jak dokładnie wygląda to pod względem statystyk ani która platforma obecnie jest liderem, bo nie analizowałam takich danych. Mam jednak wrażenie, że jeśli chodzi o krótkie formaty wideo, Instagram i YouTube już dogoniły TikToka. Każda z tych platform radzi sobie pod tym względem naprawdę bardzo dobrze.
Jak widzisz przyszłość TikToka i jakie możliwości będzie on oferował twórcom w najbliższych latach?
Przede wszystkim bardzo dużo zmienił teraz TikTok Shop. To naprawdę spora zmiana zarówno dla marek i firm, które coś sprzedają, jak i dla zwykłych użytkowników. Z tego, co wiem, wystarczy mieć tysiąc obserwujących, żeby móc korzystać z TikTok Shop, a przy pięciu tysiącach pojawiają się jeszcze dodatkowe możliwości. To ogromna zmiana, ponieważ praktycznie każdy, kto ma tysiąc obserwujących, może zacząć wykorzystywać produkty, których i tak używa na co dzień, i dodatkowo na nich zarabiać. Jeżeli taka osoba nauczy się tworzyć zasięgowe i viralowe treści, może zacząć zarabiać również na produktach, które pokazuje w swoich materiałach. To jest naprawdę niesamowite, jeśli chodzi o TikToka. Nie wiem, dlaczego Instagram czy YouTube nie idą jeszcze mocniej w tym kierunku. Być może już nad tym pracują, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Sama możliwość kupienia produktu bezpośrednio z poziomu filmu jest ogromnym ułatwieniem dla użytkownika. Uważam, że to obecnie jedna z największych zmian na TikToku i myślę, że TikTok Shop będzie się tylko coraz bardziej rozwijał w kolejnych miesiącach i latach. Wiele osób narzeka, że przez to TikTok stał się trochę takim telezakupowym miejscem, w którym wszyscy coś sprzedają. Ja się z tym nie zgadzam. Jeżeli ktoś prowadzi konto w konkretnej niszy, na przykład beauty, modowej, parentingowej czy związanej ze zwierzętami, może po prostu wplatać produkty w niektóre swoje filmy. Dzięki temu twórca może dodatkowo zarabiać, a jednocześnie nie musi całkowicie zmieniać charakteru swojego contentu. Dużym plusem jest również to, że marki mogą odkrywać nasze konta, a później promować nasze treści, wykorzystując własne budżety reklamowe. Daje to twórcom ogromne możliwości i otwiera zupełnie nową drogę zarabiania. Myślę więc, że wszystko będzie zmierzało właśnie w tym kierunku. TikTok Shop będzie się coraz bardziej rozwijał, będzie pojawiało się tam coraz więcej marek, a firmy będą przeznaczały coraz większe budżety na reklamy na TikToku.
Wróćmy jeszcze na chwilę do Twojego tworzenia treści. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie jednego filmu - od pomysłu do publikacji?
Czasami przygotowanie jednego filmu zajmuje mi nawet 15 minut, a czasem jeszcze mniej. Zdarzało się, że wpadał mi do głowy jakiś pomysł i akurat mogłam od razu go zrealizować – byłam w domu, pracowałam w kawiarni albo po prostu miałam chwilę wolnego. Niekiedy wystarczyło, że nagrałam film albo wykorzystałam coś, co już miałam w rolce aparatu, dodałam napis i od razu publikowałam. Zdarzało mi się wrzucać treści, stojąc w kolejce w sklepie czy siedząc na ławce w parku. Oczywiście nie mówię tutaj o prowadzeniu samochodu, bo akurat czegoś takiego nigdy nie robiłam. Wychodzę z założenia, że lepiej publikować więcej treści, ale oczywiście bez przesady. Nigdy nie polecałam swoim kursantom, żeby wrzucali pięć materiałów dziennie i codziennie się tym zamęczali. Zawsze mówiłam, że jedna treść dziennie będzie w porządku, ale jeżeli nie jesteśmy w stanie publikować codziennie, to również nic się nie stanie. Nie jestem więc zwolenniczką tworzenia ogromnej ilości contentu każdego dnia. Uważam jednak, że lepiej wymyślać więcej pomysłów i testować kolejne treści, niż siedzieć i zastanawiać się: „Czy to się przyjmie? Czy będzie okej? Czy będzie miało zasięg? Czy ludziom się spodoba?”. Nie jesteśmy w stanie w pełni tego ocenić, dopóki nie opublikujemy danej treści. Dlatego jestem za tym, żeby testować, sprawdzać, co działa na naszym koncie, i publikować kolejne materiały.
Jaki materiał był dla Ciebie największym zaskoczeniem pod względem osiągniętych zasięgów?
Chyba nie było niczego takiego, bo zazwyczaj nie byłam zaskakiwana zasięgami. Wszystko publikowałam celowo, więc wiedziałam, że dana treść prawdopodobnie ma potencjał na dobre wyniki. Częściej zaskakiwało mnie to w drugą stronę – byłam przekonana, że dana treść będzie bardzo dobra i stanie się viralem, a później okazywało się, że zasięgi były bardzo słabe i materiał poradził sobie naprawdę kiepsko. Raczej więc zdarzało mi się być zaskoczoną negatywnie, a dużo rzadziej pozytywnie. Może na początku, kiedy zaczynałam działać na TikToku i jeszcze nigdy wcześniej nie miałam na swoim koncie żadnego virala, rzeczywiście byłam zaskoczona. To było chyba pięć czy sześć lat temu, więc naprawdę dawno. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam takie wyświetlenia, odświeżałam film i w ciągu dosłownie kilku minut miał na przykład 50 tysięcy wyświetleń. Po kolejnych dwóch minutach sprawdzałam ponownie i było już 80 tysięcy, a chwilę później 170 tysięcy i tak dalej. To było wtedy wręcz absurdalne, jak szybko te zasięgi rosły. Teraz już nie ładują się one w takim tempie, są zdecydowanie wolniejsze niż kiedyś, więc takie wyniki nie robią na mnie większego wrażenia. W ciągu ostatniego roku czy półtora zdarzyło mi się natomiast kilka razy mieć takie filmy, których nie spodziewałam się zobaczyć na aż tak wysokim poziomie. Było kilka treści, które zrobiły około 500 czy 600 tysięcy wyświetleń, czyli naprawdę bardzo dużo, i nie zakładałam wcześniej, że mogą osiągnąć aż taki wynik. Przez to jednak, że jestem już przyzwyczajona do virali i dużych zasięgów, nie robi to na mnie takiego wrażenia jak kiedyś.
Czy zdarzyło Ci się przewidzieć, że konkretny materiał stanie się viralem? Jeśli tak, po czym to poznałaś?
Większość treści wrzucam właśnie w ten sposób i w większości przypadków wiem, jakiego wyniku mogę się spodziewać. Tak jak mówię, to nie jest przypadek, tylko konkretne strategie, które wykorzystuję ja oraz osoby, które potrafią tworzyć viralowe i zasięgowe treści. Dlatego większość materiałów, które tworzę, powstaje według konkretnej strategii i z założeniem, że mają szansę osiągnąć duże zasięgi.
Teraz też dużo młodych osób, ale i tych starszych, próbuje swoich sił czy na TikToku, czy na Instagramie. Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez początkujących twórców i jak można ich uniknąć?
Największym problemem jest przede wszystkim brak konkretnej strategii i brak wiedzy o tym, czym właściwie są treści zasięgowe i viralowe. Większość osób, które zaczynają działać w internecie, myśli, że takie treści powstają przypadkiem. W związku z tym zaczynają publikować różne materiały i kiedy nagle coś wybuchnie, są turbo zaskoczone, nie wiedzą, co właściwie się stało, dlaczego akurat ta treść osiągnęła taki wynik i tak dalej. Później część z tych osób zaczyna zauważać, że jeżeli na przykład nagrała film, w którym się maluje i jednocześnie ktoś coś opowiada, to powtórzenie takiego formatu może również przynieść dobre zasięgi. I rzeczywiście tak często jest, bo serie potrafią radzić sobie bardzo dobrze. Moim zdaniem wiele osób trafia na jakiś pomysł, który zaczyna dobrze działać, ale nie rozumie, dlaczego właściwie stał się viralowy. Zamiast tego po prostu wyłapują konkretną serię czy format, zauważają, że to był dobry pomysł, i później powtarzają go kilka, kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy, a on nadal może być viralowy i zasięgowy. Natomiast największym błędem osoby, która dopiero zaczyna, jest właśnie to, że nie próbuje dowiedzieć się i nauczyć, czym są treści zasięgowe i viralowe. Gdyby to zrozumiała, nie musiałaby tworzyć ogromnej liczby treści, które później osiągają po kilkaset wyświetleń, tylko mogłaby zacząć tworzyć content bardziej strategicznie, według konkretnej strategii. Dzięki temu nie traciłaby niepotrzebnie czasu. Powiedziałabym więc, że największym problemem jest właśnie brak strategii.
Często też twórcy chcą się załapać na jakiś trend, że to się chwilowo wybiło i że to przyniesie im jakieś większe zasięgi.
Podłapywanie trendów jak najbardziej ma sens, natomiast z drugiej strony często taki trend będzie opierał się na jednym konkretnym filmiku. W momencie, kiedy go zauważymy, wykorzystamy i wrzucimy, super, ale później i tak musimy publikować kolejne filmy i kolejne treści. Dlatego dobrze jest mieć oczy otwarte, obserwować trendy, wyłapywać je i szukać tych, które możemy wykorzystać, ale nie wystarczy dołączyć do jednego trendu, żeby na jego podstawie zbudować całe konto i nagle osiągnąć nie wiadomo jakie efekty. Możemy korzystać z trendów, natomiast warto zadbać o to, żeby były one spójne z naszym kontem, z tym, co tworzymy i z naszą niszą. Chodzi o to, żeby nie wykorzystywać trendów wyłącznie po to, żeby do nich dołączyć, bez żadnego dalszego celu. Jeżeli będziemy bezmyślnie podążać za każdym trendem, może się skończyć na tym, że zrobimy virala i wszystko będzie wyglądało fajnie, ale poza samymi zasięgami nie przyniesie nam to żadnych nowych obserwujących, zapytań czy zainteresowania ze strony marek. Same zasięgi są oczywiście fajne, ale dobrze byłoby, żeby szło za nimi również coś więcej. Dlatego trendy zdecydowanie tak, ale nie warto opierać całego rozwoju konta wyłącznie na nich - najlepiej, kiedy są spójne z naszym kontem i wtedy rzeczywiście mają sens.
Jakie trendy w social mediach przewidujesz na najbliższy rok i jak twórcy mogą je wykorzystać w swojej strategii?
Te trendy zmieniają się naprawdę bardzo szybko i co chwilę pojawiają się nowe. Czasami utrzymują się przez kilka tygodni i wtedy oczywiście można do nich dołączyć, ale równie dobrze potrafią zmienić się w ciągu kilku dni. Dlatego tak naprawdę nie mam pojęcia, co będzie się działo dalej i w jaką stronę pójdą kolejne trendy. Co tydzień pojawiają się nowe, więc żeby je wyłapywać, trzeba po prostu scrollować i obserwować, co aktualnie dzieje się na feedzie. One pojawiają się i znikają tak szybko, że nie da się z wyprzedzeniem przewidzieć, co będzie popularne za jakiś czas. Trendy, które są dzisiaj czy w tym tygodniu, za dwa tygodnie mogą być już zupełnie inne, dlatego trzeba je na bieżąco obserwować i kontrolować.
Coraz więcej twórców decyduje się na tworzenie własnych kursów online. Z jakimi wyzwaniami najczęściej się spotykają i jakie dałabyś im wskazówki?
Na pewno wiele osób mierzy się z wyzwaniem związanym z tym, gdzie umieścić swoje produkty i jak to wszystko technicznie zorganizować, czyli jak połączyć ze sobą wszystkie potrzebne elementy. Dużo osób po prostu nie ma pojęcia, na jakich platformach można sprzedawać kursy, produkty czy produkty cyfrowe. Co prawda są już platformy, które stały się bardziej znane i popularne, ale nadal sporo osób ich nie zna i nie wie, gdzie właściwie powinno umieścić swój produkt. Twórca może więc wpaść w pułapkę i uznać, że musi zapłacić programiście, żeby ten wszystko dla niego skonfigurował, podczas gdy kompletnie nie ma takiej potrzeby. Tych platform jest na tyle dużo i są one na tyle dobrze przygotowane, że nie trzeba wydawać kilku tysięcy, a czasami pewnie nawet kilkunastu tysięcy złotych na programistę. Techniczne kwestie mogą być więc dużym wyzwaniem dla osoby, która dopiero zaczyna i zupełnie się w tym nie orientuje - gdzie umieścić produkt, jak go sprzedawać, jaką wybrać bramkę płatności, dlaczego skorzystać z jednej, a nie z drugiej i tak dalej. Drugą, moim zdaniem turbo ważną kwestią, jest brak umiejętności sprzedaży. To nie działa tak, że wystarczy mieć konto, wrzucić na nie produkt i nagle wszyscy zaczną go kupować, bo tak się po prostu nie wydarzy. Oczywiście inaczej wygląda sytuacja, kiedy dana osoba jest influencerem czy tiktokerem i ma zaangażowaną społeczność, która bardzo jej ufa, obserwuje ją i jest z nią związana - wtedy rzeczywiście taka osoba może nawet nie mieć szczególnych umiejętności sprzedażowych, a mimo to całkiem dobrze sprzedać swój produkt. Uważam jednak, że warto znać podstawy sprzedaży i wiedzieć, czym jest content sprzedażowy, jak go tworzyć i dlaczego robić go właśnie w określony sposób. Ważne są też takie kwestie jak to, jakich tekstów używać, czego unikać, czego publikować więcej, jakich sformułowań używać i tak dalej. To również są wyzwania, z którymi mierzą się twórcy chcący wydawać własne produkty. Uważam, że warto się tego trochę nauczyć, na przykład korzystając z kursu, e-booków czy innych materiałów dotyczących sprzedaży, również tych dostępnych w social mediach. Kiedy już to zrozumiemy i nauczymy się podstaw, wszystko staje się dużo prostsze. Dlatego w skrócie powiedziałabym, że dwa największe wyzwania to kwestie techniczne oraz umiejętność sprzedaży.
Czy uważasz, że każdy może odnieść sukces w social mediach, czy jednak potrzebne są określone predyspozycje?
Generalnie uważam, że każdy może działać w social mediach, natomiast posiadanie charyzmy, ciekawej osobowości i bycie bardziej wyrazistą osobą, która ma swoją charakterystyczną tożsamość, jest zdecydowanie pomocne. Jeżeli ktoś jest bardziej nieśmiały, nie jest szczególnie charyzmatyczny i raczej trzyma się na uboczu, to nie oznacza oczywiście, że nie może tego w sobie wydobyć. Jednak dopóki taka osoba pozostaje nieśmiała, wycofana i schowana, uważam, że może być jej trochę trudniej działać w social mediach i osiągać w nich sukces. Każdy może próbować, ale większą przewagę i łatwiejszy start będą miały osoby, które mają charyzmę, ciekawą osobowość, są bardziej pewne siebie i mniej przejmują się opinią innych. Nie chodzi mi tutaj o bycie zadufanym w sobie, tylko o taką pewność siebie i swobodę w byciu sobą. Dlatego ogólnie uważam, że każdy może działać w social mediach, ale charyzma i osobowość są jednak dosyć istotnymi elementami.
Co dziś najbardziej motywuje Cię do dalszego rozwoju i tworzenia nowych treści?
Chyba najbardziej motywuje mnie świadomość, że jest to moja praca, więc nie mogę po prostu przestać działać dlatego, że nie mam motywacji. Teoretycznie mogę oczywiście zrobić sobie wolne na jakiś czas, ale jeżeli zniknęłabym całkowicie z internetu na pół roku, to wiadomo, że reklamy też mogą dużo zrobić i pomagają w sprzedaży, natomiast płatne reklamy również trochę zmieniły się przez AI i nie działają już tak jak kiedyś. Wcześniej można było mieć produkt, stworzyć bardzo dobry i dobrze opisany kurs czy e-book, wrzucić go na świetną stronę, puścić reklamy i zacząć naprawdę dużo zarabiać. Teraz nie jest to już takie proste, bo ludzie są mniej ufni i moim zdaniem chętniej kupują od marek osobistych niż od zupełnie anonimowych kont, o których nic nie wiedzą. Do tego pojawiło się bardzo dużo scamów, fałszywych kont i innych takich sytuacji, więc ludzie boją się kupować od kogoś, kto właściwie nie ma konta albo na nim nie działa. Mnie motywuje więc przede wszystkim świadomość tego, jak ważne jest budowanie marki osobistej i że nie mogę pozwolić sobie na to, żeby przez pół roku nie pojawiać się na swoich kontach i niczego nie robić. Oczywiście są osoby, które znikają na dłuższy czas z różnych powodów, na przykład przez rozwód czy bardzo poważne problemy zdrowotne. Ja również przez ostatnie dwa lata miałam różne sytuacje zdrowotne, dlatego działałam trochę inaczej, mniej niż wcześniej i w inny sposób, ale mimo wszystko nie zniknęłam całkowicie na pół roku. Są osoby, które z takich powodów naprawdę przestają działać, a później, kiedy wracają, mówią, że ich konto czy biznes bardzo podupadły, dostały mocno po głowie i teraz muszą wszystko odbudowywać. Dlatego ja po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że jest to moja praca i często nawet nie zastanawiam się nad tym, czy mam danego dnia motywację albo czy mi się chce - po prostu to robię. Uważam, że właśnie to jest droga do osiągnięcia sukcesu, bo nie może być tak, że działamy tylko wtedy, kiedy mamy na to ochotę, a kiedy tej motywacji nie czujemy, to przestajemy działać. Ktoś może przecież nie mieć motywacji przez dwa miesiące, a jeżeli przez dwa miesiące nic nie będziemy robić, konto zacznie spadać, sprzedaż również i sytuacja zrobi się trudna. Więc generalnie chyba najbardziej motywuje mnie zdrowy rozsądek - tak bym to określiła.
Wiadomo też, że nie samą pracą człowiek żyje. Jak odpoczywasz od social mediów i czy potrafisz całkowicie się od nich odciąć?
Lubię robić sobie detoksy od social mediów, ale szczerze mówiąc, nie robię ich ani często, ani na długo. To nie jest tak, że robię sobie na przykład tygodniowy detoks - czasami po prostu przez pół dnia nie wchodzę na żadne konta. Biorąc pod uwagę to, że social media są moją pracą, dla mnie nawet pół dnia bez zaglądania na nie to już jest dużo. Robię sobie czasami takie krótkie przerwy, na przykład kiedy gdzieś wychodzę i spędzam czas ze znajomymi, rodziną czy podczas świąt. Bardzo nie lubię wtedy siedzieć na telefonie, czy to w czasie świąt, czy wakacji, czy innych takich okazji, więc rzeczywiście robię sobie wtedy trochę lżejszy detoks - skupiam się na spędzaniu czasu z ludźmi i nie zaglądam za dużo do social mediów. A jeżeli już wejdę, to tylko na chwilę i przede wszystkim nie odpowiadam wtedy na żadne wiadomości dotyczące współprac, projektów czy innych spraw biznesowych. W takich momentach po prostu mnie tam nie ma, jeżeli chodzi o kwestie zawodowe. Robię sobie więc takie tymczasowe detoksy, ale oczywiście mam też życie poza social mediami - spotykam się ze znajomymi, z rodziną, mam swoje pasje i staram się zachowywać jakiś work-life balance i stopniowo go wdrażać. Oczywiście przez to, że social media są moją pracą, jestem na nich zdecydowanie więcej niż przeciętna osoba, która korzysta z nich głównie po to, żeby scrollować, zobaczyć, co u innych, sprawdzić, co robi Kim Kardashian albo zamówić sobie nowe buty. Na pewno spędzam w social mediach znacznie więcej czasu niż taka osoba, ale mimo wszystko staram się robić sobie również takie detoksy i przerwy.
Kończąc już, gdybyś mogła przekazać jedną radę osobom marzącym o karierze w social mediach, co by to było?
Warto przede wszystkim zachować swoją osobowość na koncie i zadbać o to, żeby tworzony przez nas content był zgodny z tym, jacy naprawdę jesteśmy. Nie powinniśmy za bardzo słuchać wszystkich osób dookoła, które będą nam mówiły, czego nie robić albo co robić, tylko przede wszystkim słuchać siebie i zastanowić się, co jest najbardziej spójne właśnie z nami. Taki content będzie później najbardziej wyróżniał się na naszym koncie, dlatego nie ma sensu zmuszać się do tworzenia treści, które zupełnie do nas nie pasują. Ważne jest też, żeby wytrwać i nie demotywować się po wrzuceniu dwóch, trzech, pięciu czy nawet dziesięciu treści, które nie przyniosły oczekiwanych efektów. Jeżeli naprawdę wierzymy w to, że chcemy mieć większe konto, to trzeba konsekwentnie działać i się nie poddawać. Czasami są przecież twórcy, którzy przez lata publikowali treści i przez długi czas właściwie nic się nie działo, a później, po dwóch latach, ich konto nagle zaczynało nabierać rozpędu i pojawiały się takie virale, które potrafiły całkowicie zmienić ich życie. Dlatego najważniejsze jest, żeby się nie poddawać i jednocześnie cały czas działać w zgodzie ze sobą.
Napisz do nas
Jeśli uważasz, że pasujemy do Twojego projektu, masz jakieś pytania, sugestie albo po prostu chcesz się z nami przywitać, to skorzystaj z naszego formularza, a my odezwiemy się do Ciebie w ciągu 48h.
BLOG
Szukasz inspiracji?
-
Interesują Cię najnowsze trendy w dziedzinie influencer marketingu, social mediów i projektów digitalowych?
-
Chcesz poznać praktyczne wskazówki, kreatywne pomysły i oryginalne formaty współpracy z zasięgowymi twórcami?
-
Jesteś ciekawy jak wygląda wdrażanie innowacyjnych rozwiązań i nowych technologii w kampaniach online?
-
Chcesz przeczytać ciekawe wywiady z ulubionymi twórcami, kreatywnymi markami oraz ekspertami z branży?
KAMPANIE
Odkryj
nowe możliwości
Realizuj wyjątkowe kampanie i współpracuj z ulubionymi twórcami! Wykorzystaj potencjał nowych technologii w marketingu i docieraj do swoich odbiorców w innowacyjny sposób. Pobierz bezpłatną aplikację z Google Play i odkryj jej inspirujące funkcje.
LET`S GO
Głodny wiedzy?
Chcesz czytać więcej wartościowych,
i motywujących treści? Zapisz się do naszego newslettera.